Frans Hals i The Art of Laughter: Humour in the Golden Age.

W progach Muzeum Fransa Halsa w Haarlemie między 11 listopada 2017 a 18 marca 2018  gości wystawa: „The Art of Laughter: Humour in the Golden Age”.

Kuratorami wystawy są Anna Tummers, kurator Starych Mistrzów w Frans Hals Museum / De Hallen Haarlem, Jasper Hillegers, asystent  kuratora  Starych Mistrzów, Elmer Kolfin, wykładowca na Uniwersytecie w Amsterdamie i  Mariët Westermann, specjalistka od Złotego Wieku i w-ce przewodnicząca Fundacji Andrew W. Mellona.

Katalog obejmuje prace między innymi: Rembrandta van Rijna, Fransa Halsa, Jana Steena, Judith Leyster, Adriaena Brouwera, Gerarda van Honthorsta, Jana Miensea Molenaera czy Nicolaesa Maesa. Dzieła artystów uporządkowane są według tematów: psota, miłość i żądza, autoportret, iluzja, dandysi, pokojówki, żołnierze, satyra zwierzęca i typy komiczne. Prócz dzieł siedemnastowiecznych mistrzów znalazła się tu również porcja humoru prezentowana w ówczesnych holenderskich książkach.

Historyk, Rudolf Dekker, którego opinie przywołuje Anna Tummers w swoim eseju pt.: „The Art of Laughter: Humour in Dutch Paintings of Golden Age” (*), nazywa siedemnastowieczną Republikę Zjednoczonych Prowincji Holandii  Złotym Wiekiem Humoru. Dowcip, jak informuje nas Tummers, bywa tu jowialny, a przez obcokrajowców uznawany wręcz za wulgarny. Takie zdanie mają w każdym razie przywołani przez autorkę ówcześni odwiedzający Republikę (s. 13). Za nad wyraz dowcipnego artystę, jak pisze z kolei Elmer Kolfin w eseju: „De regte bootsemakery. Contemporaries on Comic Paintings in the Golden Age” (*),  uznawany jest Jan Steen, który inteligentnie i zabawnie, bez zbędnej nachalności malował komiczne sceny lub umieszczał w swoich pracach żarty, a co więcej – co nie było normą –  był znakomicie opłacanym artystą. Obrazy Steena charakteryzuje pasja, skupienie na fizjonomii, a mowa ciała portretowanych przypomina teatr pantomimy.

A z czego śmiali się ówcześni artyści?  Przyglądając się wystawianym pracom zobaczyć można, że na kpinę zasługiwały dokładnie wszystkie grzechy główne,  szczególnie obżarstwo, pijaństwo i pożądliwość. Poza tym obśmiewano funkcjonujące w ówczesnym społeczeństwie stereotypy, jak i uniwersalne przywary i ułomności charakteru.

***

Sam Frans Hals, patron haarlemskiego muzeum, urodził się jednak u schyłku XVI wieku w Antwerpii. Ojciec artysty, który był tkaczem i handlarzem suknem, zdecydował, że rodzina przeniesie się do północnej Holandii. Antwerpia bowiem w owym czasie znajdowała się pod koroną Hiszpanów, a nad Haarlemem unosił się wolny duch i sława bogacącego się mieszczaństwa. W końcu to właśnie w północnych prowincjach rozwijało się drukarstwo, szlifowanie i obróbka brylantów, hodowla tulipanów (w pewnym momencie cebulka tulipana warta była majątek), wyrób luster i soczewek, handel suknem. Toteż nie dziwi, że zaczęli do północnych prowincji zjeżdżać i  kupcy, i artyści.

***

Dla porządku nadmienić należy, że między 1568 a 1648 trwała wojna między buntującymi się północnymi prowincjami niderlandzkimi a Hiszpanami. W 1609 roku  północna część Niderlandów uwolniła się spod ich jarzma i w rezultacie powstała Republika Zjednoczonych Prowincji Holandii.  Władzę sprawowały Stany Generalne, czyli parlament, złożony z wybieranych przedstawicieli. Najważniejszym miastem Republiki był Amsterdam ze swoim wielkim portem, oknem na świat. Stąd wypływały i wpływały statki Kompanii Wschodnio – Indyjskiej. Prócz Amsterdamu, świetnie rozwijały się i prosperowały: Lejda, Rotterdam, Haga i właśnie Haarlem. Miasta te odznaczały się tolerancją religijną i otwarciem na prądy umysłowe tak nauk humanistycznych, jak i przyrodniczych. Ta mała Republika miała już wówczas siedem uniwersytetów. Więcej o Holenderskim Złotym Wieku przeczytać można w książce Simona Schama’y pt.: „The Embarrassment of Riches. An Interpretation of Dutch Culture In The Golden Age” (Fontana Press, 1987).

***

Wracając do Halsa, co robił i z kim i gdzie bywał za młodu, tego zbyt dobrze nie wiadomo. Wiadomo natomiast, że w mieście wolności religijnej i rosnącej w siłę burżuazji sztuka uległa zeświecczeniu. Prace malarzy zamawiać poczęli bogaci kupcy, rzemieślnicy, urzędnicy i przedstawiciele różnych miejskich instytucji. Chciano mieć na ścianie portret, coś co można po sobie zostawić. I tak losy Halsa zaczynają być dla potomnych jaśniejsze, kiedy odkrywać poczniemy, że był to popularny artysta wśród współobywateli i nie tylko. W końcu sportretował samego Kartezjusza. Jednak sława w tym przypadku nie oznaczała pieniędzy, przeciwnie, Hals przez całe życie z trudem wiązał koniec z końcem. Podaż dzieł w pewnym momencie zaczęła przewyższać popyt. Spójrzmy choćby na rodzinę Halsa, jego brat Dirck również był malarzem, a także paru synów artysty pałało się tym fachem. Potem przyszły zarazy i wojny, które przetaczały się przez Holandię. Ceny usługi artystycznej spadały, ludzie trzymali się za kiesy. Toteż bywał często haarlemski mistrz zadłużony, a pod koniec życia, a zmarł w późnym wieku 83 lub 84 lat, przyszło mu pobierać skromną miejską rentę.

Długie życie artysty to dwa małżeństwa i jedenaścioro dzieci. Był Hals członkiem Cechu Świętego Łukasza. Pierwsze wzmianki o tym cechu, czy raczej gildii, jak pisze w „Wielkiej księdze sztuki” Thomas J. Craughwell (Bellona 2011, s. 144) pochodzą z 1382 roku, kiedy to antwerpiańscy artyści utworzyli stowarzyszenie pod wezwaniem świętego Łukasza ewangelisty. Wybór bynajmniej przypadkowy. To właśnie święty Łukasz miał jako pierwszy namalować Madonnę z dzieciątkiem i już wówczas uznawany był za patrona malarzy. Także w siedemnastowiecznej Europie cech ten cieszył się wciąż niezwykłą popularnością. Należący do gildii artyści otrzymywali jej wsparcie w sporach z klientami, a także mogli otwierać swoje atelier.  Gildia stała również na straży jakości dzieł i przeciwstawiała się szerzeniu kiczu.

Przez pewien okres swojego życia należał malarz również do paramilitarnej organizacji, Gwardii świętego Jerzego, której zadaniem było dbanie o porządek w mieście. W trakcie tej służby sportretował Hals współtowarzyszy. Powstały w 1616 „The Banquet of the Officers of the St George Militia Company” można na co dzień podziwiać w Muzeum Fransa Halsa.

***

Tym co wyróżnia prace tego niderlandzkiego artysty to brak szkiców. Nakładał farby na płótno tak, jak później czynili to impresjoniści. Nie zawsze tak było. Prace uznawane za pierwsze, to klasyczne malarstwo ze szkicami i podmalunkami.

A kogo i co malował? Poza wspomnianymi gwardzistami, najchętniej kolegów z knajpy, łotrzyków z ulicy, grajków, cyganów, ciekawe twarze dostrzeżone w ciemnych zaułkach, ale i portrety zamówione przez zacnych obywateli, czy miejskich urzędników, w tym burmistrzów Haarlemu. Hals potrafił uchwycić przelotną chwilę, zamrozić gest.

***

(*) Książki opowiadające o artyście i jego dziełach to między innymi:

  • Anna Tummers, Elmer Kolfin, Jasper Hillegers: „Humour in Dutch Paintings of Golden Age. The Art of Laughter” (Waanders Uitgevers, Zwolle, Frans Hals Museum, Haarlem 2017).
  • Christopher D. M. Atkins: „The signature style of Frans Hals: painting, subjectivity, and the market in early modernity. Amsterdam Studies in the Dutch Golden Age” (Amsterdam University Press, 2015).
  • Maria Tsaneva: „Frans Hals 111 Paintings” (Lulu Press Inc. 2014).
  • Simon Schama: „The Embarrassment of Riches. An Interpretation of Dutch Culture In The Golden Age” (Fontana Press, 1987).
  • Thomas J. Craughwell: „Wielkiej księdze sztuki” (Bellona 2011, s. 144).

***

Obraz tytułowy: „Peeckelhaeringh” Fransa Halsa Źródło: http://www.franshalsmuseum.nl/en/exhibitions/art-laughter/

Zwiastun wystawy:
https://youtu.be/oWNyhbgJ3iA

 

Jerzy Pilch: Bezpowrotnie Utracona Leworęczność

Jerzy Pilch: Bezpowrotnie utracona leworęczność, Wydawnictwo Literackie, 2015.

„Bezpowrotnie utracona leworęczność” to zbiór felietonów przed laty napisanych, które wciąż dręczą swą aktualnością. Jest tu o życiu i śmierci, o tym co boli i co cieszy, o tym kim jesteśmy i kim się stajemy. I mamy Wisłę, Kraków, Tygodnik Powszechny, matulę, luterskość, biskupa (w Pilcha przypadku jak biskup, to wiadomo Andrzej Wantuła), pojawia się dziadek – naczelnik poczty.  Są ludzie i są miejsca, jest czas, to  co było i co jest. I kot przywieziony z Francji. Wszystko z elementami ironii i sarkazmu, odniesieniami do literatury, sztuki i filmu. Tylko czytać!

Burgery z batatów

Oto pachnące i smaczne burgery z batatów i cieciorki. Warto dodać, że słodkie ziemniaki mają ciekawy smak i sporo witamin takich jak A, B, C, E i K oraz sporo potasu i magnezu. Zatem do dzieła!

Składniki:

  • szklanka ugotowanej ciecierzycy
  • średniej wielkości batat
  • ok. 1/2 szklanki ziaren słonecznika
  • 2 łyżki ziaren sezamu
  • łyżka siemienia lnianego
  • 1/2 szklanki zmielonych płatków owsianych
  • łyżka sosu sojowego
  • sól
  • pieprz
  • łyżeczka wędzonej papryki
  • odrobina ostrej papryki
  • natka pietruszki

Upieczonego batata i cieciorkę miksuję. Ziarna słonecznika i sezamu uprażone na suchej patelni dodaję do ciecierzycy i batata. Ponownie mikser w ruch.  Do tego dosypuję mąkę z płatków owsianych i zmielone siemię lniane. Ponownie mieszam. Następnie doprawiam pieprzem, paprykami, natką pietruszki i sosem sojowym. Z powstałej masy lepię burgery i układam na blaszce wyłożonej papierem do pieczenia. Burgery wkładam do rozgrzanego piekarnika. Piekę przez około 15 minut w 190 stopniach Celsjusza z jednej strony, a następnie przekładam i piekę z drugiej przez 10 minut.

Mariusz Szczygieł: Kaprysik. Damskie historie

Mariusz Szczygieł: „Kaprysik. Damskie historie”, wydanie 2, Agora, 2017.

„Najlepsze miejsce na namiot jest zawsze trochę dalej” – takim powiedzonkiem raczyła autora, Zofia Czerwińska. I w tym tkwi źródło, jak skonstatował Szczygieł, ludzkiej pazerności. Można by rzec, że „Kaprysik. Damskie historie” to właśnie opowieść o kobietach pazernych na życie.

Oto historie kobiet zwyczajnych i niezwyczajnych, historie codzienne i  niecodzienne. Oto opowieść o wyjątkowości bohaterek. Mariuszowi Szczygłowi udało się pozostać na drugim planie, pierwszy plan przypadł bohaterkom. Oto Janina, która całe życie ubrała w statystykę. Codzienność zapisując w notesach. Zwyczajność nie zwyczajna. Zwyczajność szczególna. Oto Tońcia i Heńcia, które przez pół wieku regularnie co tydzień pisały do siebie listy: siła przyjaźni. Wkrótce po przekazaniu listów autorowi, przyjaciółki przeszły na SMS-y.  Dalej Anna, która poprzez fotografie chce opowiadać o sobie, udokumentować swoje bycie. I nie idzie o zwykłe selfie. Anna co jakiś czas zjawia się z arsenałem rekwizytów u zaprzyjaźnionego fotografa, by jak sugeruje autor bohaterce, niczym pani Bovary odnaleźć samą siebie. Dalej detektywistyczna zagadka. Jaki jest wspólny mianownik pięciu kobiet wypisanych na starej kartce? Co je łączy? Jest też pomnik żony profesora. Ulotna chwilo trwaj! Wywiad z wokalistką Tercetu Egzotycznego. Siła życia mimo wszystko. I wreszcie historia Idy Kamińskiej, aktorki, reżyserki, dyrektorki Teatru Żydowskiego w Łodzi, Wrocławiu i Warszawie. Ten brak, niedosyt, no i ten 1968.

Zaciekawienie drugim człowiekiem i tym, co chce opowiedzieć, oto cecha reportażysty z krwi i kości tak wyraźna „Kaprysiku”.

***

„Kaprysiku” słuchało się znakomicie. Sam autor, Mariusz Szczygieł, aktorsko odczytał reportaże, tonem, melodią narracji namalował ciekawe obrazy kobiet bez ich naznaczania.

 

Jeszcze jedna pasta z cieciorki

Cieciorkę jeść można na tysiąc i sto sposobów. Wyczarować da się i dania skomplikowane, i te proste. A humus będzie zawsze na czasie.

Oto kanapkowa pasta z cieciorki o posmaku pasty jajecznej. Nic tylko pałaszować.

Składniki:

  • ok. 200 g ugotowanej cieciorki
  • 3 do 4 łyżki oleju lnianego
  • pęczek szczypiorku
  • pieprz
  • czarna sól

Do miksera lub blendera wkładam cieciorkę i wlewam olej (można dodać kapkę zimnej wody) i miksuję. Doprawiam solą i pieprzem, i ponownie blenduję. Na koniec wrzucam posiekany szczypiorek i całość jeszcze raz mieszamy. Jemy!