Weganie w podróży – Mont Royal

DSC04206DSC04216

Pięć godzin autem z Północnej Holandii i już jesteśmy w trzecim największym pod względem produkcji wina niemieckim państwie związkowym Nadrenia – Palatynat ze stolicą w Moguncji. Wjeżdzamy, a raczej wpełzamy na szczyt góry Mont Royal, gdzie znajduje się jeden z zielonych parków Landal Mont Royal. Z miejsca nie dziwi nas fakt, że Ludwik XIV przybył właśnie tu, by podziwiać niezwykłą panoramę. Wszak widok zapiera dech. Mieniąca się w słońcu rzeka Mozela, obsadzone winoroślami zbocza, a w dolinie wioski i miasteczka. Z parku wiodą trasy między innymi do Kröv i Traben-Trarbach, gdzie zmęczeni po marszu możemy u lokalnych winiarzy skosztować regionalnych trunków, ale też zachwycić się architekturą, cieszyć się słońcem albo udać się na wycieczkę statkiem po rzece. Można ponadto zrelaksować się w pobliskich termach. Mimo, iż nasz wypad był zaledwie przedłużonym weekendem to wrażenia pozostaną. Minus: nie słyszałam ani nie widziałam w okolicy żadnych wegańskich knajpek. W restauracjach można zobaczyć jedno czy dwa dania wegetariańskie, o wegańskich można tylko pomarzyć. Natomiast zawsze w lokalnym markecie czy sklepikach można zaopatrzyć się w świeże owoce i warzywa.

 

 

 

 

Ian McEwan: Słodka przynęta

sweet_toothIan McEwan: „Słodka przynęta”, tłumaczenie: Andrzej Szulc, Albatros, Warszawa 2013.

Anglia początku lat siedemdziesiątych to z jednej strony rewolucja seksualna, rock ‚n’ roll, haszysz, LSD, z drugiej wiktoriańskie domy tak w swoich wnętrzach, jak i w naturze ludzi je zamieszkujących.  Podziały klasowe, hierarchie (w rodzinie i społeczeństwie), o braku emancypacji nie wspominając.

Do tego panuje ideologia zimnowojenna, powszechna jest obawa przed wielkimi problemami wynikającymi z kryzysu naftowego, działania Irlandzkiej Armii Republikańskiej, codzienność zamachów terrorystycznych, protesty górników. Konserwatyzm pełen jak zwykle hipokryzji. Jeden przykład: oto córka biskupa anglikańskiego przyłapana na przemycie narkotyków, zachodzi w ciążę. Z całego zamieszania wyciągnięta dzięki uruchomionej sieci znajomości. Oskarżenia o przemyt rozpływają się tak, jak i znika wstydliwa, niewygodna ciąża.

W takim oto czasie spotykamy się z Sereną (McEwan zaczyna książkę zdaniem: „My name is Serena Frome (rhymes with plume)”) – druga córka wspomnianego wyżej biskupa, wzrastająca w dobrobycie. Kocha książki i przejawia „niejaki talent do matematyki”, jest absolwentką dobrej „grammar school” i marzy o anglistyce, lecz pod naciskiem argumentów matki „ląduje” na matematyce w Cambridge. Studia nie sprawiają jej przyjemności. W gruncie rzeczy okazuje się, że wcale aż tak dobra z tej matematyki to nie jest i kończy z marnym dostatecznym.

Spotkanie z pewnym wykładowcą uniwersyteckim staje się przełomem w jej życiu. Wdaje się w romans. Związek z nauczycielem to nie tylko potajemne schadzki w jego wiejskim domu. On zaczyna ją lepić (niczym profesor Higgins w „Pigmalionie” G. B. Shawa). Nakłania do czytania pewnych lektur, egzaminuje z nich. Wypracowuje w niej zwyczaj czytania gazet. Jest jej mentorem. Nagle z nią zrywa. Serena przeżywa dramat. Jednak wiedza, którą nabyła dzięki swojemu kochankowi przydaje się jej podczas rekrutacji do MI5 (brytyjskiego kontrwywiadu). Praca zmienia jej życie. Mimo, iż wszystko dzieje się nieśpieszne, wręcz monotonnie, napięcie rośnie. Rozpoczyna się akcja „Sweet tooth” – słodka przynęta.

„Słodka przynęta” to również świetna opowieść o czytaniu i pisaniu książek.