„Wszystko w porządku” (The Kids Are All Right) Lisy Cholodenko (2010)

Historia o rodzinie… Jest para w średnim wieku, ma dwójkę nastoletnich pociech. Dorastające dzieciaki w domu to oczywiście kłopoty. Na dodatek długi związek rodziców jest w fazie wypalenia. Parę dopada kryzys wieku średniego. Jakby tego nie dość, pojawia się ten trzeci – ojciec biologiczny odnaleziony przez dzieci.
Na to nachodzi „skok w bok” jednego z rodziców. Nic nadzwyczajnego. Przerabia to wiele rodzin. Widzieliśmy to w kinie nie raz i nie dwa. Jest tylko jedno małe ale: to tak zwana homorodzina. Komedia obyczajowa Lisy Cholodenko przeradza się w komedię z przesłaniem. Ale obrońcy moralności powinni zbierać podpisy przeciwko emitowaniu filmu w kinach i rozpowszechnianiu go na DVD, bowiem owa rodzina … nie różni się od heterorodziny…. Obie funkcjonują, hmm… tak samo? Mają swoje wzloty i upadki? Kłopoty ze sobą i dziećmi? Co więcej, dzieci wychowywane przez dwie mamy okazują się nie być jakimiś emocjonalnymi wrakami. I klasycznie, jeśli rodzina się kocha, to przetrwa wszelkie burze. I to właśnie normalność, co zadziwi wielu, jest mocną stroną tego filmu, ale i jego humor, ciepło, no i to, że jest dobrze zagrany.
Dodajmy, że sama reżyserka wraz z partnerką wychowuje syna, który urodził się po zapłodnieniu nasieniem z banku nasienia. Zatem film można uznać za część jej autobiografii. A także pewien manifest o normalności.