Terry Pratchett: Mort

Terry Pratchett: Mort, tłumaczenie: Piotr W. Cholewa, Prószyński i S-ka 1996.

Śmierć wymaga urlopu, bo Śmierć się wypalił zawodowo! Toteż kiedy nadarzy się okazja, przyjmuje ucznia, czy raczej, terminatora. Mimo iż adoptowana córa Śmierci początkowo wydaje się niezbyt zachwycona, a i Albert, kucharz i prawa ręka gospodarza, również nie zbyt przychylnym okiem patrzy na tego dziwnego, rozlazłego chłopaka, to stało się.

Oto Mortimer, zwany Mortem, pochodzi z biednej rodziny, dużo myśli, jest ciekawy świata. Wszystko idzie jak po maśle. Mort poznaje tajniki zawodu, przykłada się do nauki. Jest dobrze do czasu, gdy na horyzoncie pojawia się pewna księżniczka. Wiadomo zresztą, że pojawiające się nagle księżniczki oznaczają kłopoty. I kiedy Śmierć w najlepsze korzysta z rozrywek tego świata, tzn. wędkuje, smakuje alkohole, realizuje się jako kucharz, nagle zostaje zmuszony do powrotu.

Terry Pratchett w pełnej krasie: groteska, czarny humor, absurd (któż by nie lubił Śmierci głaszczącego małe kotki!), a nade wszystko, humanizm.

Szczepan Twardoch: Morfina

Szczepan Twardoch: Morfina, Wydawnictwo Literackie 2012.

Konstanty Willemann, pół-Ślązak, bo matka – spolszczona Ślązaczka, pół-Niemiec, ojciec – pruski potem niemiecki oficer, budzi się na kacu pewnego październikowego dnia 1939 w pokonanej Warszawie. Willemann powie: „zgwałconej Warszawie”.

W stolicy, gdzie jeszcze chodzą elegancko ubrani ludzie, wciąż można zajrzeć do „Adrii”, by napić się kawy czy wódki.  Aktualne są kapelusze i tweedowe marynarki. Bo jeszcze nie wiadomo do końca co to będzie, co się stanie. Wojna? Co to za wojna? Nasi ułani na konikach dadzą radę? A może nie dadzą, w końcu kampania wrześniowa…

Twardoch w najdrobniejszych detalach pokazuje nam ówczesną Warszawę. Jej rytm, jej dialog, jej zapach, jej scenerie. Motywem przewodnim jest jednak pytanie o tożsamość: kim jestem? Kim jest Konstanty Willemann? Z przebudzenia narkotycznego, z upojenia alkoholowego zjawia się wciąż to samo pytanie. Oto niespełniony artysta. Oto bywalec eleganckich lokali, no, w „Ziemiańskiej” siedzi obok Jarosława. Tak, Jarosława Iwaszkiewicza. Oto bawidamek. Oto Morfinista. Oto Hedonista. Mąż Heleny, córki endeckiego patrioty z Poznania. Kochanek Sali, rosyjskiej żydówki. Oto Ojciec Jureczka. Elegancko się nosi i eleganckim autem przemieszcza, mieszkający w Domu z Czekolady w kamienicy E. Wedla. Słowem: Król Życia. A tu wojna. Wojna, która wymaga by być kimś. Być Niemcem, być Polakiem. Być Niemcem, żeby zostać lepszym Polakiem. A Konstanty jest zwykle tym, kim chcą go widzieć otaczające go kobiety. Matka wychowuje go na Polaka no więc jest Polakiem. Hela chce by konspirował, to konspiruje. Sala chce kochanka, to ma kochanka. Willemann potrzebuje potwierdzać swoją istotę w oczach kobiet. Kobiety są silne. Kobiety wiedzą czego chcą. A Konstanty?

Jak u Gombrowicza: patriotyzm, tożsamość, Polska, konspiracje, akcje itp. itd.

A przez całą powieść towarzyszy Willemannowi, Narratorka. Narratorka Mojra? Narratorka Morfina? Narratorka Warszawa? Narratorka Polska? Idzie krok w krok za nim i przed nim, i obok. Zwraca się doń pieszczotliwie. Zna go i stara się go zgodnie ze swoją wolą stworzyć. Ale w paradę wchodzi Dzidzia. Dzidzia Rochacewicz. Arystokratka. Panna dobrze wychowana i świetnie wykształcona. Dzidzia, która zapyta nie o to kim jest Konstanty, lecz czy jesteśmy ludźmi. Czy Polacy są ludźmi? Czy Niemcy są ludźmi? Czy Żydzi są ludźmi? Czym jest Człowieczeństwo?

Koniec końców, forma się upomni.

 

 

 

„Jak błądzić skutecznie”

Jak-bladzic-skutecznie-Prof-Zbigniew-Mikolejko-w-rozmowie-z-Dorota-Kowalska_Kowalska,images_product,21,978-83-268-1235-4To jak błądzić skutecznie? Przepytywany na tę okoliczność przez dziennikarkę Dorotę Kowalską profesor Zbigniew Mikołejko stara się czytelnikowi podpowiedzieć, czy też zainspirować, ale jednocześnie nie podaje gotowych odpowiedzi. Rozmowa koncentruje się na piętnastu zagadnieniach, zilustrowanych wybranymi przez profesora obrazami. Wybrane dzieła wymuszają, czy nam się to podoba czy nie, chwilę refleksji, już choćby przez postawienie sobie pytania (zanim zrobi to interlokutorka profesora) dlaczego właśnie ten, a nie inny obraz. I tak np. w rozmowie o zmaganiu się ze śmiercią, przemijaniem (Rozmowa 7.: „Przed studnią śmierci”) mamy przed oczami „Martwą naturę” (Vanitas), powstały ok. 1670, pędzla Juriaena van Streecka  (1632 -1687). Profesor podkreśla: „Jeszcze raz do tego wracam: każda śmierć jest straszna. Jest unicestwieniem czlowieczeństwa. (…). Ale, powtarzam do znudzenia, nie ma pięknej śmierci ani pięknych grobów” (s. 228 – 229). Opowieść o miejscach (Rozmowa 11.: „Miejsca, miejsca szczęśliwe”) ilustruje „Dawny akwedukt w Rzymie” z 1897, autor Ettore Roesler Franz (1845 – 1907). Przywołuje tu filozof „swoją Warmię”, której nie pozwala mylić z Mazurami. „Warmia to czerwone gotyckie kościoły, wspaniałe gotyckie biskupie zamki, lasy, pagórki, góry nawet, mniej jezior [niż na Mazurach]” (s. 340). Rozmowę 9.: „Ech, te uczucia” komentuje zaś Michelangelo Merisi da Caravaggio (1573 – 1610) płótnem: „Judyta obcina głowę Holofernesowi”. Tu wspomniany jest Erazm z Rotterdamu, „Powrócę do mojego ukochanego Erazma z Rotterdamu, który stanął naprzeciw Lutra w obronie ludzkiej wolnej woli. On, wielki, chrześcijański myśliciel, także uznał, że mamy prawo do błędu. Że mamy prawo do grzechu i winy, bo w tym mieści się również nasza ludzka wolność” (s. 309). Wraz z autorami  zmagamy się z przeznaczeniem, fatum; wkładamy palce w rany trudnego dzieciństwa i pytamy o jego wpływ na naszą przyszłość.  Jak przystało na religioznawcę i filozofa Mikołejko konfrontuje się  z wiarą, wolnością, pyta o Boga. Duma nad historią i jej znaczeniem. I spogląda w przyszłość  (Rozmowa 15.: „Dziś i cokolwiek dalej”). Autor jest znakomitym gawędziarzem, przeplatającym piękną polszczyzną zadumę z anegdotami. Jest to więc uczta myśli i słowa.

Jak błądzić skutecznie prof. Zbigniew Mikołejko w rozmowie z Dorotą Kowalską, Iskry, Agora, Warszawa 2013.