Ostatnia stacja Lwa Tołstoja

Film „The Last Station” ze wspaniałymi kreacjami aktorskimi Christophera Plummera i Helen Mirren opowiadał o ostatnich dniach życia wielkiego pisarza Lwa Tołstoja. Szczerze mówiąc dzieło, mimo swej wielkości, wydało się nieco, powiedzmy, zmitologizowane. Czy aby na pewno?

Porównajmy trailer z filmu (ostatni fragment):
The Last Station (2009)

Prawdziwa, świetnie zachowana (jeśli wziąć pod uwagę czas, jaki nas dzieli – mowa o 1910 roku!) i odświeżona taśma przedstawiająca tę ostatnią stację Tołstoja:
From the Video Vault: Tolstoy towards the End (New Republic)

„O północy w Paryżu” w reżyserii Woody’ego Allena („Midnight in Paris”, 2011)

„O północy w Paryżu” w reżyserii Woody’ego Allena to podtrzymanie w mocy powszechnej wiedzy, że Paryż magicznym miejscem jest. W Paryżu, gdzie, jak zauważył już kiedyś reżyser, wszyscy mówią „je t’aime”, planuje ślub amerykańska para. W mieście miłości narzeczeni oddalają się jednak od siebie. On – pisarz, ona – córka bogatych rodziców. On podąża w świat magii paryskiej nocy, spotykając po drodze Zeldę i Scotta F. Fitzgeraldów, Ernesta Hemingwaya, Gertrudę Stein, Pabla Picassa i Salvadora Dali. Ona fascynuje się przemądrzałym, nowojorskim przyjacielem – ponoć znawcą sztuki. Kiedy on spędza czas z przedstawicielami bohemy, ona z tymże przyjacielem. Dialogi prowadzone przez artystów paryskiej nocy i Gilem (to główny bohater) są zabawne, okraszone czasem miłą nutka ironii. Pełno w nich aluzji i metafor, a wszystko to w oparach psychoanalizy, sztuki, literatury i muzyki początku XX wieku. Film świetnie obsadzony. Szczególnie rozbawia odtwórca pierwszoplanowej roli, Owen Wilson, który staje się odbiciem lustrzanym reżysera, perfekcyjnie oddając Allenowe neurozy i retorykę w tym charakterystyczne nowojorskie jąkanie się. Cóż, pewno autoironiczny pomysł samego reżysera. Krótko mówiąc na pewno do filmu będę wracać.

“Radio na fali” (“The Boat That Rocked”) Richarda Curtisa (2009)

„Radio na fali” to brytyjska komedia napisana i wyreżyserowana przez Richarda Curtisa. Jest to opowieść która toczy się w latach 60 – tych, kiedy to codziennie Brytyjczycy słuchają zakazanej przez rząd, uznawanej za grzeszną, muzki rokowej nadawanej ze radiostacji mieszczącej się na statku, który pływa po wodach Morza Północnego. Niepowtarzalny klimat tamtych czasów, przepełnionych muzyką i wolnością, stworzyli Bill Night jako właściciel stacji i zarazem ekscentryczny rockman, oraz Philip Seymour Hoffman i Rhys Ifans – barwni, wybitni DJe. Curtis pokazał indywidua, ale i całość, bo na statku każdy jest wyjątkowy, każdy ma do odegrania swoją rolę. Cała załoga to nietuzinkowa gromadka. Bohaterem filmu jest też niewątpliwie muzyka m.in. Hendrixa, Bowiego itd.
Obraz ten został oparty na historii pirackiego, komercyjnego, całodobowego Radia Caroline, które nadawało wbrew prawu brytyjskiemu, ale dzięki temu, że statek dryfował po wodach międzynarodowych, prawo go nie dosięgło. Radio Caroline działało od 1964 do 1968 roku. Więcej o Radiu Caroline tutaj.

„Wszystko w porządku” (The Kids Are All Right) Lisy Cholodenko (2010)

Historia o rodzinie… Jest para w średnim wieku, ma dwójkę nastoletnich pociech. Dorastające dzieciaki w domu to oczywiście kłopoty. Na dodatek długi związek rodziców jest w fazie wypalenia. Parę dopada kryzys wieku średniego. Jakby tego nie dość, pojawia się ten trzeci – ojciec biologiczny odnaleziony przez dzieci.
Na to nachodzi „skok w bok” jednego z rodziców. Nic nadzwyczajnego. Przerabia to wiele rodzin. Widzieliśmy to w kinie nie raz i nie dwa. Jest tylko jedno małe ale: to tak zwana homorodzina. Komedia obyczajowa Lisy Cholodenko przeradza się w komedię z przesłaniem. Ale obrońcy moralności powinni zbierać podpisy przeciwko emitowaniu filmu w kinach i rozpowszechnianiu go na DVD, bowiem owa rodzina … nie różni się od heterorodziny…. Obie funkcjonują, hmm… tak samo? Mają swoje wzloty i upadki? Kłopoty ze sobą i dziećmi? Co więcej, dzieci wychowywane przez dwie mamy okazują się nie być jakimiś emocjonalnymi wrakami. I klasycznie, jeśli rodzina się kocha, to przetrwa wszelkie burze. I to właśnie normalność, co zadziwi wielu, jest mocną stroną tego filmu, ale i jego humor, ciepło, no i to, że jest dobrze zagrany.
Dodajmy, że sama reżyserka wraz z partnerką wychowuje syna, który urodził się po zapłodnieniu nasieniem z banku nasienia. Zatem film można uznać za część jej autobiografii. A także pewien manifest o normalności.


Tom Hooper „Jak zostać królem” („The King’s Speech”) (2010)

„Jak zostać królem” („The King’s Speech”) (2010 ) w reżyserii Toma Hoopera to opowieść o człowieku, który pokonał swoje słabości i uratował królestwo. Jest to również opowieść o sile przyjaźni.
Po abdykacji króla Edwarda VIII, jego brat Albert, książe Yorku, musi podjąć się niebywałemu zadaniu: zasiąść na tronie. Albert, a następnie król Jerzy VI (w tej roli fenomenalny Colin Firth), obawia się tego. Jego strach wynika z choroby i ułomności. Książe jest niezwykle znerwicowany, jąka się i ma problemy z wysławianiem się. Z pomocą przybywa odnaleziony przez żonę księcia, Elżbietę (Helena Bonham Carter), australijski terapeuta, niejaki Leonard Logue (Goeffrey Rush). Stosuje on niekonwencjonalne jak na owe czasy metody leczenia. Ze wspólnej pracy rodzi się niełatwa przyjaźń. Firth przedstawia człowieka w pułapce kompleksów, pozostającego w cieniu starszego brata, przerażonego rolą, którą przyjdzie mu niechybnie odegrać, a jednocześnie świadomego odpowiedzialności i gotowego ją ponieść. Wpada w szał, płacze, śmieje się z siebie, poddaje się wskazówkom Logue’a, by po chwili wściec się na niego. Między panami iskrzy, ale iskrzenie to jest konstruktywne, daje siłę, wolę walki. Leonard stara się, przełamać wyniosły sposobu bycia i dworskich konwense, by pomóc księciu. Praca przynosi efekty, gdy Jerzy VI wygłasza odezwę do narodu o stanie wojny z Hitlerem – kulminacyjny moment filmu Hoopera. Sam Leonard uczestniczył we wszystkich przemówieniach króla w czasie drugiej wojny światowej.
Tom Hooper wprowadza widzów na dwór królewski kuchennymi drzwiami. Nie ma tu zadęcia czy pompy. Widzimy ludzi, którzy ze względu na swój status społeczny pozostają skryci, wyniośli i nie potrafią wyrażać swoich emocji, posługując się pewnym protokołem relacji, kryjąc nierozwiązane problemy i kompleksy. Film opiera się na błyskotliwych dialogach okraszonych angielskim poczuciem humoru, który jak w lustrze ukazuje kompleksy i neurozy. Liczę na oskara dla Firtha!