Jo Nesbo : Łowcy głów

headhuntersJo Nesbø: Łowcy głów, tłumaczenie: Iwona Zimnicka, Wydawnictwo Dolnośląskie 2011.

Roger Brown, 168 cm, bujna czupryna, wspaniała żona, niezły dom i auto, fajna praca, którą lubi i która daje mu dochody. Roger przyciąga do siebie ludzi. Każdy chce być jego znajomym. Ale w końcu Brown to łowca głów. Umie pozyskiwać ludzi. Umie otaczać się ludźmi. Jako headhunter wynajduje kandydatów na najwyższe stanowiska, ale jednocześnie zbiera potrzebne mu informacje o dziełach sztuki. Tak, Roger interesuje się sztuką i to nie dlatego, że jego żona prowadzi galerię (niestety dla Rogera nierentowną), ale dlatego, że po godzinach zajmuje się kradzieżą i paserstwem. Roger Brown z domów bogaczy wynosi cenne obrazy i inne artefakty, po czym upłynnia je i tak ratuje swój budżet. Brown kradnie, bo tak naprawdę Browna nie stać na dom, w którym mieszka, auto, którym jeździ, drogie prezenty, którymi obsypuje żonę, ani na… nierentowną galerię. Przedsiębiorczemu Rogerowi pomaga Ove Kjikerud, szef firmy ochroniarskiej, która nomen omen strzeże domów bogaczy. Toteż interes się kręci: dom, praca, piękna żona. Do czasu. Pewnego pięknego dnia Roger poznaje Clasa Greve, idealnego kandydata na stanowisko dyrektora wielkiej korporacji. Podczas wywiadu okazuje się, że Grave jest właścicielem obrazu Rubensa, który sprawiłby, że wszystkie te finansowe kłopoty odeszłyby na zawsze w niepamięć. Brown musi go zdobyć. Czy mu się to uda? Co jest tu prawdą, a co kłamstwem? Kto manipuluje, a kto jest manipulowany?

Książka jest szalona, zaskakująca, napisana po nesbøwskiemu, z ironicznym humorem, kto łowi, a kto jest łowiony? Tak więc, jak to u Nesbø, świetne portrety psychologiczne, zatrzymanie się nad tym kim jesteśmy i dokąd zmierzamy. Bez zbędnego patosu.

***

Książka zdecydowanie lepsza od ekranizacji Mortena Tylduma, choć i ona jest niezła. Tak więc polecam obie lektury.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *