Agnieszki Osieckiej i Jeremiego Przybory „Listy na wyczerpanym papierze”

I gdy się zeszli… powstała, jak powiedziała córka Agnieszki Osieckiej, Agata, piękna literatura, w dodatku przepięknie wydana. Świetna oprawa graficzna: zdjęcia, telegramy, kartki, listy plus błyskotliwe przypisy Magdy Umer. Choćby ten: „Spatif, czyli SPATiF – Stowarzyszenie Polskich Artystów Teatru i Filmu, ale także legendarny Klub Aktora (…). Niektórzy artyści spędzili tam połowę swojego dorosłego życia. Pili. Jeszcze się chyba nie narkotyzowali, chociaż kto ich tam wie.”(s. 16). Jest też przyjemny bonus w postaci płytki, na której korespondencję Jeremiego i Agnieszki czytają Piotr Machalica i wspomniana Magda Umer. Listy opowiadają historię zakochania, tęsknoty, rozczarowania i rozstania. On szanowany, uporządkowany, będący u szczytu swej kariery i szczeniacko zakochany; Ona, kochająca wolność – jak sama pisała „kundel przybłęda”, podziwiająca Go, początkowo romansuje trochę „na lipę”, On, ten łamacz kobiecych serc i bezwzględny uwodziciel, wpada w jej sidła. Piesze do Niej: „Panienko z Kępy!”, „Sofo Słowieńska” i „Całuję Cię w to drugie, niecałowane jeszcze przeze mnie ucho”, „I dodam jeszcze, że Cię kocham”. Ona do niego: „Ciągle sobie Ciebie wyobrażam, aż się w głowie kręci!”, „Coś Ty zrobił, Jeremi… -Zostawiłeś mnie samą w pustym mieście, w którym pełno jest tylko Twojej nieobecności (…). Coś ty zrobił z Warszawą…”.

„O północy w Paryżu” w reżyserii Woody’ego Allena („Midnight in Paris”, 2011)

„O północy w Paryżu” w reżyserii Woody’ego Allena to podtrzymanie w mocy powszechnej wiedzy, że Paryż magicznym miejscem jest. W Paryżu, gdzie, jak zauważył już kiedyś reżyser, wszyscy mówią „je t’aime”, planuje ślub amerykańska para. W mieście miłości narzeczeni oddalają się jednak od siebie. On – pisarz, ona – córka bogatych rodziców. On podąża w świat magii paryskiej nocy, spotykając po drodze Zeldę i Scotta F. Fitzgeraldów, Ernesta Hemingwaya, Gertrudę Stein, Pabla Picassa i Salvadora Dali. Ona fascynuje się przemądrzałym, nowojorskim przyjacielem – ponoć znawcą sztuki. Kiedy on spędza czas z przedstawicielami bohemy, ona z tymże przyjacielem. Dialogi prowadzone przez artystów paryskiej nocy i Gilem (to główny bohater) są zabawne, okraszone czasem miłą nutka ironii. Pełno w nich aluzji i metafor, a wszystko to w oparach psychoanalizy, sztuki, literatury i muzyki początku XX wieku. Film świetnie obsadzony. Szczególnie rozbawia odtwórca pierwszoplanowej roli, Owen Wilson, który staje się odbiciem lustrzanym reżysera, perfekcyjnie oddając Allenowe neurozy i retorykę w tym charakterystyczne nowojorskie jąkanie się. Cóż, pewno autoironiczny pomysł samego reżysera. Krótko mówiąc na pewno do filmu będę wracać.

Andrés Segovia – The Art of Segovia

Andrés Segovia urodził się w małym andaluzyjskim miasteczku w 1893, zmarł w Madrycie w 1987. Był wirtuozem gitary klasycznej. Opracowana przezeń technika gry była niezwykle nowatorska. Pierwszy publiczny koncert artysta dał będąc kilkuletnim dzieckiem; występował do późnej, leciwej starości. Jego intencją było uczynienie z gitary instrumentu klasycznego na równi z fortepianem czy skrzypcami. Pozostawił po sobie aranżacje gitarowe dzieł wielkich kompozytorów m. in. Bacha, Haydna, Mozarta, Chopina i wielu innych.
Więcej o życiu i twórczości poety gitary możesz przeczytać tutaj.

Eberhard Mock

Eberhard Mock Książki o Eberhardzie Mocku przeczytałam na jednym wydechu! A było to tak: będąc w Warszawie trafiłam do jednej z tych wielkich księgarń. Cel prosty: znaleźć książkę na podróż. Skończyło się na zakupie całej serii o asystencie kryminalnym Eberhardzie Mocku! Udałam się w nieoczekiwaną podróż w czasie i przestrzeni: w pierwszą połowę XX-go wieku do Breslau…
Twórcą całego zamieszania jest filolog klasyczny Marek Krajewski, Wrocławianin, który powołał do życia pracownika Prezydium Policji, Eberharda Mocka. To postać osobliwa: lubi dobrze zjeść, napić się, szlaja się po domach publicznych, jest szorstki w obyciu, od czasu do czasu rzuca łacińskimi sentencjami, w swojej pracy nie rzadko korzysta z usług bandziorów. Jest wyznawcą pesymizmu defensywnego, tj. spodziewa się najgorszego. I tu Breslau go nie zawodzi. Seria składa się z następujących tytułów: „Śmierć w Breslau”, „Koniec świata w Breslau”, „Widma w mieście Breslau”, „Festung Breslau”, „Dżuma w Breslau” oraz „Głowa Minotaura”. Bohaterem kryminałów obok postaci detektywa jest samo miasto: ezoteryczne, okultystyczne, ponure i mroczne, owiane tajemnicą i zasiedlone przez podejrzane typy.
Książki Krajewskiego mają wyjątkowy klimat. Autor z benedyktyńską starannością przedstawia najdrobniejszy choćby szczegół: od nazw uliczek i architektury Wrocławia końca XIX, początku XX wieku, poprzez spis potraw i trunków w menu knajp, w której osadza fabułę. Każdą powieść, jak przystało na dobry kryminał, otwiera opis potwornej zbrodni, po czym na miejsce zdarzenia przybywa wyciągnięty w pośpiechu z podłej speluny czy burdelu detektyw Eberhard Mock…
„Śmierć w Breslau” przenosi nas w lata 30 – te XX wieku. Mock staje przed wyzwaniem rozwiązania zagadki brutalnego morderstwa młodej arystokratki. W „Końcu świata w Breslau” wraz z asystentem kryminalnym szukamy zbrodniarza, naśladowcy zbrodni sprzed wieków. W „Widmach w mieście Breslau” to rok 1919 i dwóch gimnazjalistów, którzy odkrywają zwłoki czterech mężczyzn przy Odrze. „Festung Breslau” to koniec 1945 roku w oblężonym przez Sowietów mieście. Mock podąża za wskazówkami z listu, w którym anonimowy nadawca kwestionuje winę mordercy bratanka detektywa. W „Dżumie w Breslau” nasz bohater mierzy się z tajemnicą śmierci dwóch prostytutek, których okaleczone ciała znalezione zostały w mieszkaniu emerytowanego radcy kolejowego Paula Scholza. Akcja ostatniej części „Głowa Minotaura” rozgrywa się we Lwowie i Wrocławiu. Mock prowadzi śledztwo wraz z detektywem Edwardem Popielskim. Tytułowy Minotaur gwałci i zabija dziewice, by na koniec odgryźć im część twarzy. Spółka Mock – Popielski w poszukiwaniu zwyrodnialca udaje się do najpodlejszych lokali i spotyka najgorszej maści zbirów.
Sam Popielski jest bohater najnowszej powieści Krajewskiego pt.: „Erynie”. Z niecierpliwością czekam na moment kiedy ją „posiądę”…

 

Na zdjęciu autor: Marek Krajewski.

 

„Szukając Erica” / „Looking for Eric” (2009 ) w reżyserii Kena Loacha

Masz już dość problemów? Nie wiesz jak się uporać ze wszystkimi tymi sprawami, które spadły na twoją głowę? Ten film jest właśnie dla Ciebie! Ta ciepła historia w reżyserii Kena Loacha opowiada o pogrążonym w depresji listonoszu Ericu Bishopie (w tej roli Steve Evets) i sile przyjaźni wiernych mu towarzyszy, zagorzałych kibiców “Czerwonych Diabłów” (Dla niewtajemniczonych mowa o słynnym klubie piłkarskim Manchester United). Jest to też opowieść o aniele stróżu, którym dla Bishopa staje się jego idol “Król Eric” Cantona (w tej roli, jakże inaczej, król we własnej osobie), który pojawia się, by wesprzeć naszego bohatera w rozwiązaniu jego problemów życiowych. Cantona to przeciwieństwo Erica – listonosza: charyzmatyczny, pewny siebie, bez wątpienia człowiek sukcesu o urzekającym francuskim akcencie.
Panowie prowadzą rozmowy o życiu popaląjąc zioło podprowadzone synowi listonosza. W czasie jednej z sesji terapeutycznych, listonosz zauważa „Zapomniałem, że ty też jesteś człowiekiem”. W odpowiedzi słyszy „Nie jestem człowiekiem. Jestem Cantona!”. Dla jednych to arogancja, dla drugich siła charakteru, dla której nie istnieje zdanie: „Nie potrafię…”. Z problemem trzeba się zmierzyć! Trzeba zmierzyć się ze swoim życiem i ze samym sobą! Trzeba znaleźć w sobie dumnego, wyprostowanego Cantonę, który dla przyjaciół listonosza jest także symbolem ich wspólnoty. Śpiewają i wznoszą toasty na jego cześć: „We’ll drink a drink a drink, To Eric the King the King the King, He’s the greatest centre forward, That the world has ever seen… ”