Haruki Murakami: Przygoda z owcą

Haruki Murakami: Przygoda z owcą, tłumaczenie: Anna Zielińska – Elliott, Muza 2013.

Jak to jest, gdy w człowieka wejdzie owca? Owca, super mózg, wykorzystujący ciało człowieka do realizacji swoich celów. No i co się stanie, gdy taki człowiek stanie się bezowczy?

W „Przygodzie z owcą” spotykamy, jak to u Murakami’ego bywa, bohaterów anonimowych, takich zwykłych, codziennych Wszystkich i Każdych. Jest więc dziewczyna o pięknych uszach, jest i mężczyzna, jest Człowiek – Owca, owczy Profesor, jakiś właściciel hotelu, wspólnik, była żona, szofer. Jest bezimienny kot. Dopiero szofer nadaje mu imię, no bo to przecież dziwne, by ktoś, kto ma własną wolę i się rusza nie miał imienia. Imienni są za to przyjaciele głównego bohatera: Szczur i Jay. Ludzie żyją tu tak obok siebie, nie ze sobą. Jednostki są wyobcowane i rozmyte, a główny bohater znudzony życiem, mieszkając w wielkim mieście, przechodzi kryzys tożsamości.

Pewnego dnia ten everyman dostaje kartkę od przyjaciela. Kartka nadana z Hokkaido, a na kartce góry i owce. Ot, zwykły krajobraz. Ta pocztówka niczym magiczny przycisk jest sprawczynią niezwykłych zdarzeń.  Niby nie dzieje się nic nadzwyczajnego, a jednak wszystko jest magiczne.

Murakami nienachalnie przemyca najważniejsze pytania dotyczące człowieka. Opowieść wnika w nas jak owca i nie daje spokoju.

Jo Nesbø: Pragnienie

Jo Nesbø: Pragnienie, tłumaczenie: Iwona Zimnicka, Wydawnictwo Dolnośląskie 2017.

Harry Hole wrócił! Wrócił, bo kto jak nie Hole mógłby wytropić krążącego po Oslo seryjnego mordercę – wampira?

Jo Nesbø podarował czytelnikom kolejny tom z norweskim śledczym. Oto Harry niby taki sam, a jednak inny. Inny, bo z bagażem doświadczeń. Inny, bo szczęśliwy, mąż Rakel i ojciec Olega. Inny, bo niepijący, lecz biegający mieszkaniec Holmenkollen. Inny,bo wykładowca w szkole policyjnej, już nie śledczy.  Harry wciąż ten sam, bo Camele i nieco neurotyczny rock. Ten sam, bo pojawienie się seryjnego mordercy, sprawia, że wszystkie zmysły i mózg Holego zaczynają pracować na najwyższych obrotach: łapie trop. Wreszcie Harry ten sam, bo wciąż odgania prześladujące go demony.  Bo Harry to Harry.

Nesbø opowiada świetnym, uważnym językiem, przenikającym w najmroczniejsze zakamarki duszy i umysłu. „Pragnienie” to majstersztyk stylistyczny, świetnie skonstruowane i przekonujące postacie, barwne, niejednoznaczne, niebanalne i pokręcone. Ukłony należą się tu również kongenialnej tłumaczce, Iwonie Zimnickiej.

No i ta fascynująca intryga! Mroczna, krwista, przerażająca! Jedynymi stałymi są tu zemsta i ambicja, które targają naszymi uczuciami, zniewalają mózg. Działają niczym kotara opuszczona na racjonalność człowieka.

Autor stawia pytania o kodeks etyczny, o to czy potrafimy okiełznać popędy, zapanować nad targającymi nami emocjami. Wraca jak bumerang pytanie o zaufanie i naiwność, o granice, które sobie wyznaczamy. Wreszcie, idzie o nasze człowieczeństwo.

Każda odnoga opowieści jest przemyślana i dopracowana. Każdy ruch, spojrzenie, szept, wszystko ma znaczenie. Jo Nesbø zastawia na nas wiele przynęt, wabi, pociąga za sznurki, by w końcu pokazać, rozwiązać, powiązać logicznym racjonalnym sznurkiem myśli.

Warto było czekać, by spotkać się z ponownie komisarzem Harrym Hole. Jo Nesbø znowu podniósł poprzeczkę, Jo Nesbø wymiata. 🙂

 

 

Terry Pratchett: Mort

Terry Pratchett: Mort, tłumaczenie: Piotr W. Cholewa, Prószyński i S-ka 1996.

Śmierć wymaga urlopu, bo Śmierć się wypalił zawodowo! Toteż kiedy nadarzy się okazja, przyjmuje ucznia, czy raczej, terminatora. Mimo iż adoptowana córa Śmierci początkowo wydaje się niezbyt zachwycona, a i Albert, kucharz i prawa ręka gospodarza, również nie zbyt przychylnym okiem patrzy na tego dziwnego, rozlazłego chłopaka, to stało się.

Oto Mortimer, zwany Mortem, pochodzi z biednej rodziny, dużo myśli, jest ciekawy świata. Wszystko idzie jak po maśle. Mort poznaje tajniki zawodu, przykłada się do nauki. Jest dobrze do czasu, gdy na horyzoncie pojawia się pewna księżniczka. Wiadomo zresztą, że pojawiające się nagle księżniczki oznaczają kłopoty. I kiedy Śmierć w najlepsze korzysta z rozrywek tego świata, tzn. wędkuje, smakuje alkohole, realizuje się jako kucharz, nagle zostaje zmuszony do powrotu.

Terry Pratchett w pełnej krasie: groteska, czarny humor, absurd (któż by nie lubił Śmierci głaszczącego małe kotki!), a nade wszystko, humanizm.

Bernard Minier: Bielszy odcień śmierci

Bernard Minier: Bielszy odcień śmierci, tłumaczenie: Monika Szewc – Osiecka, Dom Wydawniczy Rebis 2012.

Francuskie Pireneje, osada Saint-Martin. Malownicze klimaty? Owszem, są piękne Pireneje, zimne i przerażające, pośród nich ukryty zamknięty zakład psychiatryczny. W owym Ośrodku Psychiatrii Penitencjarnej umieszczono przestępców, można by rzec z górnej półki, w tym wybitnie inteligentnego seryjnego mordercę, Juliana Aloisa Hirtmanna.

Pracę w ośrodku podejmuje młoda absolwentka psychologii Diane Berg. Z jej przyjazdem zbiega się dziwne wydarzenie. W elektrowni wodnej w dolinie dochodzi do zbrodni. Przedziwna to zbrodnia. Otóż, pracownikom, którzy wjechali na ostatnią stację kolejki ukazało się ciało zamordowanego i okaleczonego konia. Konia należącego do jednego z najbogatszych i najbardziej wpływowych Francuzów, Érica Lombarda.

Śledztwo w tej sprawie poprowadzi komisarz z Tuluzy, niejaki Martin Servaze. Servaz, rozwodnik w średnim wieku z dorastającą córką, która zdaje się nie stronić od kłopotów, meloman i wielbiciel klasycznej literatury. Do pomocy komisarzowi zostaje oddelegowana oficer żandarmerii, Irène Ziegler.

Wokół muzyka Gustava Mahlera. Opowieść trzyma w napięciu. Wiatr groźnie wieje, a padający śnieg wróży nadchodzący kataklizm. Tymczasem Servaze intuicyjnie wykrywa fałszywą nutę…

Minier, jak na autora kryminałów przystało, dając czytelnikom opowieść, jednocześnie snuje rozważania nad naturą człowieka, o dobru i złu, sile natury, która pokazuje nam swoje piękno moc, lecz także i grozę.

„Bielszy odcień śmierci” to debiutancka powieść Bernarda Miniera, która została uznana w 2011 za najlepszy francuski kryminał, a sam Minier, niczym Franz Kafka po latach administracyjnej pracy w Urzędzie Celnym, zaczął pisać. I dobrze!

***

Na początku tego roku we francuskiej telewizji wyświetlono ekranizację „Bielszego odcienia śmierci”. Oryginalny tytuł to „Glacé”.

 

Szczepan Twardoch: Morfina

Szczepan Twardoch: Morfina, Wydawnictwo Literackie 2012.

Konstanty Willemann, pół-Ślązak, bo matka – spolszczona Ślązaczka, pół-Niemiec, ojciec – pruski potem niemiecki oficer, budzi się na kacu pewnego październikowego dnia 1939 w pokonanej Warszawie. Willemann powie: „zgwałconej Warszawie”.

W stolicy, gdzie jeszcze chodzą elegancko ubrani ludzie, wciąż można zajrzeć do „Adrii”, by napić się kawy czy wódki.  Aktualne są kapelusze i tweedowe marynarki. Bo jeszcze nie wiadomo do końca co to będzie, co się stanie. Wojna? Co to za wojna? Nasi ułani na konikach dadzą radę? A może nie dadzą, w końcu kampania wrześniowa…

Twardoch w najdrobniejszych detalach pokazuje nam ówczesną Warszawę. Jej rytm, jej dialog, jej zapach, jej scenerie. Motywem przewodnim jest jednak pytanie o tożsamość: kim jestem? Kim jest Konstanty Willemann? Z przebudzenia narkotycznego, z upojenia alkoholowego zjawia się wciąż to samo pytanie. Oto niespełniony artysta. Oto bywalec eleganckich lokali, no, w „Ziemiańskiej” siedzi obok Jarosława. Tak, Jarosława Iwaszkiewicza. Oto bawidamek. Oto Morfinista. Oto Hedonista. Mąż Heleny, córki endeckiego patrioty z Poznania. Kochanek Sali, rosyjskiej żydówki. Oto Ojciec Jureczka. Elegancko się nosi i eleganckim autem przemieszcza, mieszkający w Domu z Czekolady w kamienicy E. Wedla. Słowem: Król Życia. A tu wojna. Wojna, która wymaga by być kimś. Być Niemcem, być Polakiem. Być Niemcem, żeby zostać lepszym Polakiem. A Konstanty jest zwykle tym, kim chcą go widzieć otaczające go kobiety. Matka wychowuje go na Polaka no więc jest Polakiem. Hela chce by konspirował, to konspiruje. Sala chce kochanka, to ma kochanka. Willemann potrzebuje potwierdzać swoją istotę w oczach kobiet. Kobiety są silne. Kobiety wiedzą czego chcą. A Konstanty?

Jak u Gombrowicza: patriotyzm, tożsamość, Polska, konspiracje, akcje itp. itd.

A przez całą powieść towarzyszy Willemannowi, Narratorka. Narratorka Mojra? Narratorka Morfina? Narratorka Warszawa? Narratorka Polska? Idzie krok w krok za nim i przed nim, i obok. Zwraca się doń pieszczotliwie. Zna go i stara się go zgodnie ze swoją wolą stworzyć. Ale w paradę wchodzi Dzidzia. Dzidzia Rochacewicz. Arystokratka. Panna dobrze wychowana i świetnie wykształcona. Dzidzia, która zapyta nie o to kim jest Konstanty, lecz czy jesteśmy ludźmi. Czy Polacy są ludźmi? Czy Niemcy są ludźmi? Czy Żydzi są ludźmi? Czym jest Człowieczeństwo?

Koniec końców, forma się upomni.