Haruki Murakami: 1Q84

1Q84Haruki Murakami: „1Q84”, Tom I, II i III tłumaczenie: Anna Zielińska – Elliott, Muza SA, Warszawa 2010, 2011.

Trylogia Haruki’ego Murakami’ego „1Q84” przyciąga i wciąga w swój wyjątkowy świat. Świat magiczny i świat rzeczywisty. Może to sprawka Little People? A może  Powietrznej Poczwarki? Może po prostu historie Tengo i Aomame? Albo to zakrzywienie czasoprzestrzeni i dwa księżyce, te światy równoległe?

Rozważania o literaturze tak zachodniej, jak i japońskiej towarzyszą Czytelnikowi w wędrówce po Japonii, która mogłaby być dowolnym innym  krajem. I to jest ta magia Murakami’ego: mamy bowiem zarazem uniwersalność i japońskość. Tu i teraz wszystko się wydarza, lecz wiemy, że zawsze i wszędzie może i mogło. Snuje więc autor opowieść, dotykając ważkich egzystencjalnych pytań i doświadczeń: miłości, przyjaźni, śmierci i umierania, bycia ze sobą. Czym jest prawda? Jak rozumieć moralność, dobro, zło? Obserwujemy zjawiska społeczne: sekciarstwo, przemoc, prawa kobiet. Wszystko ubrane w piękny język. Toczy się „1Q84” bez pośpiechu, bez zbędnego rozglądania się, a my się tej narracji poddajemy.

 

 

Jerzy Pilch: Zuza albo czas oddalenia

ZuzaJerzy Pilch: „Zuza albo czas oddalenia”, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2015.

Krótko i intensywnie.

Napisałem, bo mi się chciało – zdaje się, że tak w jednym z wywiadów powiedział autor. Trzeba przyznać, że Pilchowi jak się chce pisać, to pisze tak, że człowiek nie może przestać czytać.  Powiedzieć, że autorowi wychodzi to pisanie, to nic nie powiedzieć. Ale do rzeczy. Stało się tak a nie inaczej, że odnalazł narrator manuskrypt, nie w Saragosie, nie w wannie, lecz w Warszawie, w jednej z kamienic zdaje się, że na Hożej w  narciarskim, sfatygowanym bucie, chyba w lewym; może to był stary narciarski but Ojca Świętego, który miał zawitać do Granatowych Gór? A może czyjś inny? Tak czy siak, but stał sobie w jednej z warszawskich kamienic, a w nim był szkic. Szkic o miłości. Miłości sześdziesięcioparolatka do dwudziestoparolatki. Miłości do panny lekkich obyczajów, tytułowej Zuzy. Kto przy zdrowych zmysłach, z oburzeniem wytyka Vargasowi Llosie autor, zakochuje się w kurwie?! Bo Zuza była dziwką, która miała sztuczny biust (dzieło chirurgii plastycznej), psa o imieniu Tetmajer (bo ładnie brzmi) i nie czytała książek (bo nie lubiła). A on zakochany w niej, trzęsący się (miał Parkinsona), mieszkaniec kamienicy na Hożej (Warszawa),  pochodzący z Wisły (było nie było: słoik), jak już wyżej wspomniano sześćdziesięcioparoletni mężczyzna z przeszłością.

Powieść to właściwie nie powieść, raczej opowiadanie. Taka summa erotyczna. Historia, która jest przyczynkiem do rozmyślań o młodości. Esejem mierzącym się z chorobą, traktatem o przemijaniu, zderzeniem ze starością, z samotnością. I gdzieś tu śmierć zagląda. Nie brak tu pilchowej frazy, a w tle matka, Wisła, męczące podróże z Warszawy do domu rodzinnego, i potem męczące powroty z domu rodzinnego do Warszawy. A i znajdziemy odniesienia  i do Gabriela Garcíi Márqueza: „Rzecz o mych smutnych dziwkach”, czy do Philipa Rotha. Jest to autor pełną gębą, jak się patrzy! Pilch w pełnej krasie i olimpijskiej formie!

***

Rozmowa Barbary Marciniak z Jerzym Pilchem (Trójka pod Księżycem):

http://www.polskieradio.pl/9/398/Artykul/1455925,Ostatnia-powiesc-Jerzego-Pilcha

 

 

Boczniaki z pieczarkami

Oto boczniaki z pieczarkami. Czy ktoś ich nie lubi? Można je jeść zamiast „śledzików” w przeróżnych sosach. Są bowiem pyszne w wielu wariantach. Niemniej boczniaki w sosie pieczarkowym to dopiero rarytas!

IMG_1403

Składniki:

  • 250 g boczniaków
  • 250 g pieczarek
  • 2 średnie cebule
  • kilka korniszonów
  • 2 łyżki sosu sojowego
  • świeżo zmielony pieprz
  • oliwa

Boczniaki myję i suszę ręcznikiem papierowym, po czym kroję na mniejsze kawałki. Wrzucam do miski i zalewam sosem sojowym. Odstawiam na moment. Rozgrzewam oliwę i smażę na niej boczniaki. Gotowe ściągam z patelni i podsmażam poszatkowaną uprzednio cebulkę i pieczarki. Następnie wkładam do nich boczniaki oraz pokrojone w kostkę korniszony. Przykrywam patelnię i pozostawiam jeszcze na chwilę. Wszystko doprawiam świeżo zmielonym pieprzem.

Sos pieczarkowy z boczniakami jest grzechu wart!

Cynamonowe drożdżowe ślimaki

Oto cynamonowe drożdżowe ślimaki! Dla każdego łasucha i nie tylko. Ciasto drożdżowe samo w sobie to magia. Cynamonowe ślimaki to magia do kwadratu.

IMG_1372

Skladniki:

  • szklanka mleka roślinnego
  • opakowanie drożdży w proszku (paczuszka 7 g)
  • 4 łyżki cukru brązowego + 2 do 3 łyżek cukru do środka bułeczek
  • 50 g roztopionego masła wegańskiego + odrobina do posmarowania bułek
  • ok. 3 szklanki mąki
  • 2 łyżeczki cynamonu

Do garnuszka wlewam mleko o temperaturze pokojowej, dodaję cukier i drożdże. Odstawiam na moment. Roztapiam masło. Do miski wsypuję przesianą przez sitko mąkę i dodaję zaczyn drożdżowy i masło. Wyrabiam ciasto. Odstawiam w ciepłe miejsca na około 30 – 40 minut do chwili, gdy podwoi swoją objętość. Wyrośnięte rozwałkowuję i smaruję masłem, posypuję cynamonem i cukrem. Tak naprawdę cukru i cynamonu najlepiej nałożyć tyle ile lubimy. Zwijam i kroję na równe części. Układam na blaszce wyłożonej papierem do pieczenia. Odstawiam do wyrośnięcia na około 20 minut. Piekę w 200 stopniach przez około 20 minut. Zarumienione wyciągam. Studzę i jem.