Terry Pratchett: Czarodzicielstwo

CzarodzicielstwoTerry Pratchett: Czarodzicielstwo, tłumaczenie Piotr. W Cholewa, Prószyński i S-ka 2013.

Rincewind, mag niezbyt udany, egzystuje sobie spokojnie na Niewidocznym Uniwersytecie pomagając w pracy bibliotekarzowi – orangutanowi. Panuje codzienna monotonia, powiedzielibyśmy: nuda, czyli stan, jaki nasz bohater uważa za idealny. Tymczasem na świat przychodzi Czarodziciel, czyli ósmy syn ósmego syna ósmego syna. Innymi słowy, chłopiec posługujący się tzw. magią pierwotną. Oznacza to, że Rincewindowi przyjdzie zapomnieć o błogostanie, bo i tym razem zostanie wytypowany do roli wybawiciela świata. Który to już raz Rincewindzie? I także tym razem mag wbrew sobie (czy na pewno?) stanie do wyznaczonej mu roli. Ach, to sumienie! Przeciw magii najwyższej zostanie użyta skarpetka wypełniona cegłą (bruk sięgnie zatem ideału)… Ale pomiędzy tymi zdarzeniami plątać się będzie zakochany bagaż, a mag dowie się co to jest to całe libido. Jak to u Pratchetta jest zabawa słowem, ironia, mieszająca się z cynizmem, komizm z katastrofą, a wszystko podlane do bólu racjonalnym myśleniem, obnażeniem idei władzy absolutnej i myśli szaleńców, którzy wszystko i wszystkich chcą sobie podporzątkować.

Rincewind

Na koniec dodam, że Rincewind jest moją ulubioną postacią. A jedno ze zdań pratchettowych wypowiadanych przez maga zawsze gdzieś za mną się plącze i brzmi mniej wiecej tak: „Drzewa nie mówią. To bardzo ważne, aby o tym pamiętać.”. I wiecie co? To naprawdę ważne.

Kiedy myślę  o Rincewindzie widzę Davida Jasona w jego kreacji z brytyjskiej adaptacji „The Color of Magic” (2008).

 

 

Jo Nesbø: Więcej krwi

wiecej krwiJo Nesbø: Więcej krwi, tłumaczenie Iwona Zimnicka, Wydawnictwo Dolnośląskie, 2015

Kåsund to daleka norweska północ. To tu zabiera nas Jo Nesbø. Jest rok 1977. Banita Ulf ukrywa się przed karzącą ręką Rybaka, którego pamiętamy z „Krwi na śniegu” *  i snuje swoją opowieść.

Czytając wkraczamy nie tylko w intrygę kryminalną, ale i w nostalgiczną, liryczną, pięknie opowiedzianą historię. Zatapiamy się w przyrodę determinującą poczucie obłędnej, depresyjnej samotności, ale nie brakuje tu, jak to u Nesbø bywa, humoru. Pojawia się scena niczym z filmu Quentina Tarantino! Czyżby autor był wielbicielem ekscentrycznego filmowca (może być i odwrotnie)?  A i zdarza się romantyczna historia. Kryminalista z Oslo i laestadianka Lea. Czy to spotkanie zainicjuje egzystencjalne trzęsienie ziemi?
mere blodJo Nesbø kolejny raz udawadnia, że nie tylko dłuższą formę, ale i krótszą opanował mistrzowsko. W bonusie autor przybliża nam uroki miejsca, gdzie rzadko słońce zachodzi lub wschodzi, choć w momencie kiedy się tam znajdujemy praży, a komary tną niemiłosiernie. Autor wtajemnicza nas w czarodziejski Finnmark, opowiada o Lapończykach i ich kulturze, zwyczajach, ezoterycznym laestadianizmie, czyli odłamie luteranizmu. Nic tylko zaparzyć pysznej herbaty i zatopić się w opowieści.

 

*Inny tytuł książki to właśnie „Blood On Snow #2” jak czytamy na Salomonsson Agency.

Jo Nesbø: Syn

nesbo synJo Nesbø: Syn, tłumaczenie: Iwona Zimnicka, Wydawnictwo Dolnośląskie, Wrocław 2014.

„Syn” porywa bez reszty. Porywa tak, że nie można przestać czytać.  Wchodzimy znów w świat Jo Nesbø. Świat ścierania się wartości. Świat, w którym nie ma jednej prostej odpowiedzi; nie ma dobrych i złych. Świat, który długo w nas zostaje.

Sonny Lofthus, główny bohater, heroinista, odsiadujący wyrok za dwa morderstwa, zanim trafił do więziennej twierdzy w zimnym Oslo, był świetnie zapowiadającym się sportowcem. Jego życie legło w gruzach kiedy to wspaniały, nieskazitelny ojciec, przyjaciel i autorytet został oskarżony o korupcję i popełnił samobójstwo. Za kratami chłopak uzyskał wśród więźniów specjany status. Stał się ich.. spowiednikiem, to jest tym, który ma moc odpuszczania grzechów. Jest więc zbawicielem i uzdrowicielem. I tak trwał Sony w oparach heroiny, w aurze świętości, zamknięty w sobie do czasu, gdy w pewny zimny dzień przyszedł do niego po łaskę wymazania złych uczynków, umierający człowiek. Człowiek, który wiele miał na sumieniu, który wiele widział i wiedział.  Owa spowiedź była katalizatorem, który kolejny raz zmienił bieg życia Syna. I tak Syn powstał z martwych.  Nastał nowy czas – czas zapłaty. Kara. Sprawiedliwość.  Prawda. Czy aby na pewno?  Banalność zła. Jego istota. Łatwość współuczestnicwa w nim. I tym razem Norweg buduje nie tylko ciekawą wciągającą fabułę, ale ponownie zmusza czytelnika, by stanął i spojrzał na siebie, i na kondycję ludzką, na istotę moralności. I nie ma tu bohaterów jednoznacznie dobrych czy jednoznacznie złych. Tu są ludzie, tu jest codzienność, tu są wybory, które każdego dnia musimy podejmować.

Jaglanka figowa

Plucha czy jesienne słonko, zawsze warto poświęcić trochę czasu na ciepłe śniadanie, np. takie: kasza jaglana, świeże figi, żurawiny, czarne rodzynki, orzechy pekan.

IMG_0652

Składniki:

  • 1 szklanki suchej kaszy jaglanej
  • 2 szklanki mleka migdałowego
  • 2 świeże figi
  • garść suszonych żurawin
  • czarne rodzynki
  • kilka daktyli
  • syrop klonowy

Kaszę przelewam wrzątkiem, a następnie gotuję w mleku. Orzechy, rodzynki i żurawiny zalewam ciepłą wodą. Układam na wierzchu pokrojone w ósemki świeże figi.  Posypuję odlanymi z wody rodzynkami, żurawiną i orzechami oraz pokrojonymi w kostkę daktylami. Na koniec odrobina syropu klonowego i gotowe.