Ciasto z borówkami albo ciasto bananowe z borówkami

Borówka pachnie i smakuje obłędnie. Jest to jednak nie tylko pyszny, ale i bardzo zdrowy owoc,  zawierający przeciwutleniacze, wspomagający odporność, bogaty w witaminy A, B, C i E, a także minerały takie jak cynk, potas, sód, mangan i selen. Borówki pełne są błonnika i fitoestrogenów, o których pozytywnym wpływie można przeczytać tutaj.

photo 1

 Składniki:

  • 3 szklanki mąki
  • ok. 2/3 szklanki oleju
  • ok. 2/3 szklanki mleka migdałowego
  • 4 dojrzałe banany
  • 3 łyżki proszku do pieczenia
  • trochę ponad 1/3 szklanki syropu ryżowego
  • 1/2 soku z dużej cytryny
  • 1 łyżeczka ekstraktu z wanili
  • 250 g borówek

photo 2

Piekarnik rozgrzewam do 180 stopni. Formę do ciasta smaruję wegańskim smarowidłem i posypuję bułką tartą. Do miski wsypuję przesianą przez sitko mąkę i proszek do pieczenia. W drugiej misce miksuję banany, dodaję olej i ponownie miksuję.  Wlewam mleko i sok z cytryny oraz ekstrakt z wanilii. Blenduję. Na koniec mieszam suche składniki z mokrymi. Wrzucam borówki i wszystko już po raz ostatni mieszam. Ciasto przelewam do formy i wstawiam do piekarnika. Piekę przez około 40 minut do suchego patyczka. Innymi słowy ciasto składnikami i wykonaniem przypomina chlebek bananowy. 🙂

Nasiona chia (szałwii hiszpańskiej) z nektarynką

Pudding z chia, czyli innymi słowy budyń z nasion szałwii hiszpańskiej, to słodki deserek, bogaty choćby w omega-3, wapń, żelazo, magnez, a i białka tu dostatek. I jak tu się nie zachwycać tymi ziarenkami, gdy są zarazem pyszne i zdrowe!

photo 1

Składniki:

  • 4 czubate łyżki nasion chia
  • około 300 ml ulubionego mleka roślinnego
  • 2 łyżki wiórków kokosowych
  • 4 świeże daktyle
  • garść rodzynek
  • banan
  • nektarynka

Ziarna chia zalewam mlekiem i dokładnie mieszam. Wstawiam do lodówki, a po około 10 minutach wyciągam i ponownie mieszam.  I tak rozmieszane i zamieszane zostawiam na około 3 godziny w lodówce. Wreszcie dodaję wiórki, rodzynki, pocięte w kostkę daktyle i banana w plasterkach. Wszystko miksuję i wstawiam na kolejne 3 do 4 godzin do lodówki. Pudding wcinam z nektarynką.

Lody bananowo-borówkowe i banan + masło orzechowe

Jak ciepłe letnie dni, to oczywiście bananowe lody. Tym razem bananowo-borówkowe, czyli wersja mieszanki zamrożonych bananów ze świeżymi borówkami. I wersja druga: zamrożone banany z czubatą łychą masła orzechowego w skład którego wchodzą w równych proporcjach migdały, nerkowce i orzechy laskowe. Cóż dużo mówić, zostaje tylko palce lizać.

photo 1

Składniki wersja I:

  • 6 zamrożonych bananów
  • 200 g świeżych borówek

Do miksera wrzucam banany i borówki. Wszystko miksuję, przekładam do szklaneczek i wcinam.

photo 1

Składniki wersja II:

  • 6 zamrożonych bananów
  • łycha lub dwie ulubionego masła orzechowego (ja dodaję wyżej opisane)

I jak powyżej do miksera wrzucam zamrożone banany i miksuję. W momencie uzyskania przez banany jednolitej kremowej konsystencji dodaję masło orzechowe i ponownie blenduję. Gotowe.

Jo Nesbø: Krew na śniegu

Jo Nesbø: Krew na śniegu, tłumaczenie: Iwona Zimnicka, Wydawnictwo Dolnośląskie, Wrocław 2015.

Jo Nesbø. I znów ten Norweg się pojawił. Powrócił z opowieścią: „Krew na śniegu”,  historią zabójstwa, miłości, zdrady, szaleństwa, rozpaczy. Powiedzieć, że książka rozczarowuje to, jak mawia Jerzy Pilch, nic nie powiedzieć. Tak, rozczarowuje dramatycznie tym, że jest tak krótka. Dlaczego ta historia tak szybko się kończy?! Z drugiej strony, czy potrzeba było więcej pisać, w końcu na tych paru stronach zawarł autor wszystko to, co w takiej opowieści powinno być, a może i więcej.  

Nesbø tak jak tylko on potrafi czaruje i porywa czytelnika.  Trzyma mocno i nie puszcza do ostatniej kropki. Wpędza w kompleksy tych, co nie czytali „Nędzników”  Victora Hugo (kto nie czytał niech leci do biblioteki, księgarnii i niech wreszczie przeczyta!).  

Wszystko zaczyna się od zabójstwa. Zabójstwa popełnionego w jeden z zimowych wieczorów. Olav Johansen, likwidator, który, jak sam zauważa, jest po prostu dobry w swoim zawodzie, kiepsko zaś mu idzie w innych dziedzinach życia (niezbyt dobrze liczy, niezbyt dobrze jeździ autem, zbyt szybko się zakochuje itd.), na dodatek lubi  czytać. Otóż, Olav wykonuje zlecenie dla swojego mocodawcy niejakiego Daniela Hoffmana, króla przemytników narkotyków. Ale, ale, my Olaf  zaczynamy lubić. Tak, w zasadzie od pierwszy stron, od pierwszych słów (narrację prowadzi pisarz w pierwszej osobie) bohatera lubimy, bo jest to  wrażliwy osobnik. Można by powiedzieć, że to dobry, empatyczny człowiek. W końcu zabija, jak nas informuje tylko tych, którzy na to zasłużyli.

I tak życie płynie, likwidator likwiduje, w wolnym czasie czyta.  Do czasu, aż przychodzi zlecenie, które musi skończyć się źle dla wykonawcy. Ma zabić żonę szefa, piękną Corinę Hoffman.  Corina to osobowość, która potrafi zawrócić w głowię, no i zawraca Olavowi. Życie płata figle: Olav zakochuje się w Corinie. 

Niby to banalna historia: morderca, żona szefa, zemsta, a jednak nic tu nie jest banalne. Nie jest banalna norweska zimna zima, norweski śnieg, oczekiwanie na nad chodzące święta Bożego Narodzenia, sceny niczym z Ojca Chrzestnego.  Nie jest banalne zatrzymanie się nad kondycją człowieka, nad zwichrowaną psychiką ludzką. Nie są banalne szargające człowiekiem emocje. Pełno tu jak to u Nesbø, zwrotów akcji, no i oczywiście to zakończenie. Tak zakończenie… I choć jak mawia jeden z bohaterów powieści Ian McEwana, każdy lubi zakończenia w stylu Jane Austen, to tu takiego nie ma, a mimo to książkę po prostu trzeba przeczytać.

 

 

Czekoladowe tofu

Czekoladowe tofu według przepisu Jadłonomii jest genialne!

Oto słodycz przełamana kwaśnymi owocami – czego tu więcej potrzeba? Idealny deser na słoneczną sobotę, ale i mżystą niedzielę.

photo 1

Przepis (lekko zmodyfikowany):

  • 325 g naturalnego tofu
  • 150 g gorzkiej czekolady 80%
  • 3 łyżki kakao
  • 2 łyżki oleju kokosowego
  • 3/4 szklanki mleka migdałowego
  • 1 łyżeczka ekstraktu z wanilii
  • 1/3 szklanki syropu klonowego

W kąpieli wodnej rozpuszczam czekoladę i dodaję olej kokosowy, kakao, mleko i wszystko dokładnie mieszam. Do blendera wrzucam tofu, dolewam syrop klonowy i ekstrakt waniliowy. Wszystko  miksuję. Wlewam czekoladę i blenduję na jednolity krem. Przekładam do szklaneczek i odstawiam na około 12 godzin do lodówki. Gotowe podaję z bitą śmietanką z mleka kokosowego i czereśniami. Przepyszne…