Mark Twain przewraca się w grobie, czyli rzecz o Jane Austen

Mark Twain przewraca się w grobie, czyli rzecz o Jane Austen[i]

Czytaj w formacie PDF: pdficon

pride-and-prejudiceMark Twain

Jane Austen można nazwać królową angielskiej literatury, nawet jeśli słysząc te słowa Mark Twain przewraca się w grobie. Pisarz, delikatnie rzecz ujmując, nie przepadał za autorką „Dumy i uprzedzenia”[ii], a swej niechęci dał wyraz między innymi w listach pisanych do Williama Deana Howellsa, który nomen omen serią esejów przyczynił się do spopularyzowania Austen w Stanach Zjednoczonych. Otóż, Twain oznajmiał, podkreślał i deklarował, że nie byłby w stanie czytać książek Jane Austen, nawet gdyby mu za to płacono. Ale jednak czytał. I to nie raz. Czytał starannie, by móc, jak sam powiadał, na nowo je znienawidzić[iii]. W korespondencji datowanej na 13 września 1898 roku do swojego najbliższego przyjaciela, pisarza i pastora, Josepha Twichella stwierdzał:

I haven’t any right to criticize books, and I don’t do it except when I hate them. I often want to criticize Jane Austen, but her books madden me so that I can’t conceal my frenzy from the reader; and therefore I have to stop every time I begin. Every time I read ‚Pride and Prejudice’ I want to dig her up and beat her over the skull with her own shin-bone[iv].

W niedokończonym i nieopublikowanym eseju zatytułowanym, jakże inaczej, „Jane Austen”, autor „Przygód Tomka Sawyera” przeprowadził dogłębną analizę krytyczną bohaterów między innymi „Rozważnej i romantycznej”. Wywód rozpoczął od uwag na temat Marianne Dashwood, pisząc, że ta ma w sobie więcej emocji i wrażliwości niż rozumu:

To my mind, Marianne is not attractive; I am sure I should not care for her, in actual life. I suppose she was intended to be unattractive’ (…)[v].

Dalej zwrócił się ku Eleonorze, starszej z sióstr Dashwood i mężczyźnie, którego ta pragnęła poślubić. Zarówno Eleonora, jak i Edward Ferrars są dla pisarza bezbarwnymi postaciami; określa ich wręcz mianem figur woskowych:

Edward Ferrars has fallen in love with Elinor, and she with him; the justification of this may develop later, but thus far there is no way to account for it; for, thus far, Elinor is a wax figure and Edward a shadow, and how could such manufactures as these warm up and feel a passion’[vi].

Uporawszy się z „Dumą i uprzedzeniem” i „Rozważną i romantyczną” Twain opatrzył je zbiorczym raczej nieprzychylnym komentarzem:

Whenever I take up Pride and Prejudice or Sense and Sensibility, I feel like a barkeeper entering the Kingdom of Heaven. … Jane Austen …  makes me detest all her people, without reserve[vii].

Vladimir Nabokov

W przeciwieństwie do Twaina Vladimir Nabokov zachwycił się „Mansfield Park”[viii], choć początkowo także i on nie pałał do Austen miłością. Dowiadujemy się o tym z listów z 1950 roku, jakie wymieniał z Edmundem Wilsonem, jednym z redaktorów „The New Republic”. Wilson sugerował, by pisarz podczas wykładów na Uniwersytecie Cornell w Nowym Jorku przepracował także powieści Brytyjki. Autor „Lolity” wzbraniał się, pisząc, że, po pierwsze, jej nie lubi, a po drugie, że jest uprzedzony do kobiet – pisarek. Niezrażony Wilson mimo wszystko zaordynował przeczytanie „Mansfield Park”. Nabokov dostosował się do tego zalecenia i w rezultacie wraz z jesiennym semestrem 1950 roku książka pojawiła się w spisie lektur[ix].

W swoich „Wykładach o literaturze” („Lectures on Literature”) Nabokov podziwiał kunszt pisarki, jej dar tworzenia niewidzialnej nici porozumienia z czytelnikiem. Pisał, że czytając Austen widzi się, słyszy się, czuje się i wizualizuje się miejsca, pokoje, stroje i maniery bohaterów. Innymi słowy, stajemy się częścią ich świata, choć miejsca te i ludzie ci nie istnieją. Dzięki innowacyjnym technikom pisarki stają się one jednak częścią naszej codzienności, stają się bardzo realne.

Ową innowacyjność autorki „Emmy” odkrywa przed szerszą publicznością, profesor literatury angielskiej, John Mullan w swoim „What Matters in Jane Austen? Twenty Crucial Puzzles Solved”[x] wydanej w 2012. Ciekawe i warte podkreślenia jest to, że pisarka nie należała do artystycznej bohemy, w której dyskutuje się o sztuce, świecie, życiu. A jednak sama w czterech ścianach Chawton Cottage stworzyła nowy sposób narracji będąc z dala od tego wszystkiego, co tak świetnie opisała. Ot, choćby sposób prezentacji bohaterów z ich wadami i przywarami:

Austen’s interest in her heroines faults and errors was in itself something extraordinary in fiction[xi].

Posunęła się nawet do pokazywania sprzeczności, czy niezbyt dobrych motywacji, które nimi kierują. Były to zabiegi pionierskie.

Yet the novelty went beyond this. She also developed techniques for showing the contradictoriness or even obscurity of her protagonist’s motivations[xii].

Potrafiła w czytelniku wzbudzić myśl: a może jest całkiem inaczej niż historia opowiadana na to wskazuje? Jako przykład niech posłuży rodząca się relacja między Elżbietą i panem Darcy’im („Duma i uprzedzenie”). Jeszcze innym zabiegiem stosowanym przez pisarkę było zderzanie w jednym momencie tego, co wyobraża sobie bohater z faktami: Emma i Frank Churchill („Emma”), Anna Elliott i kapitan Fryderyk Wentworth („Perswazje”), Eleonora Dashwood i Edward Ferrars („Rozważna i romantyczna”). Mullan dodaje:

Austen pioneered a narration that could mimic not just how a character might think, but also how she might avoid thinking[xiii].

Narracja bowiem, czyli sposób opowiadania historii, wpływa na to jak odbieramy literaturę. Wielu ma wiele ciekawe rzeczy do powiedzenia, ale niewielu ma talent do opowiadania. Jane Austen posiadła tę zdolność, a także sama tworzyła i wykorzystywała techniki, które budowały więzi z jej bohaterami. Zapisała się również w historii literatury jako jedna z twórczyń mowy pozornie zależnej. Przykłady można mnożyć zaglądając czy to do „Mansfield Park”, „Perswazji”, „Dumy i uprzedzenia” czy „Emmy”[xiv].

Dla pensjonarek? Bynajmniej.

Zatem co nam ma do zaoferowania Jane Austen? Czy zgrabnie napisaną romantyczną historię dla pensjonarek? Nie ma wszak wątpliwości: są to romantyczne historie z happy-endem (zapewne również dla pensjonarek). Ale jest coś więcej. Są one obrazem epoki, ilustracją problemów dręczących ówczesne społeczeństwo (a i wiele współczesnych).

Mamy więc dziedziczenie w linii męskiej z pominięciem kobiet („Duma i uprzedzenie” i „Rozważna i romantyczna”), nierówności społeczne („Emma”). Są kwestie nam już odległe (choć nie wszędzie i w różnym stopniu): patriarchalizm, niewolnictwo, kolonializm („Mansfield Park”). Są też zjawiska uniwersalne: uprzedzenia, snobizm, egoizm, materializm („Perswazje” i „Opactwo Northanger”). A wszystko jakże trafnie, jak przenikliwie opowiedziane!

Zatrzymam się przy „Mansfield Park”, książce wydanej w 1814 roku. Już sam tytuł zastanawia. Czyżby pisarka chciała nim upamiętnić Lorda Mansfielda, sędziego, który prowadził sprawę niewolnika Jamesa Somersetta[xv]? Wydane przezeń orzeczenie sądowe z 1772 roku przyczyniło się, dzięki precyzyjnemu zastosowaniu ówczesnego na Wyspach prawa, które zakazywało niewolenia ludzi, no i dzięki humanitarnej i humanistycznej postawie sędziego, do abolicji. Wszystko na to wskazuje, gdyż właśnie w tej powieści Austen potępiała kolonializm i bogacenie się kosztem pracy niewolników. Dodatkowo z ust Fanny Price słyszymy strofy wiersza poety – także abolicjonisty – Williama Cowpera. Pisarka w jednym ze swoich listów wspominała zresztą, że jej ojciec często cytuje go domownikom[xvi]. Także w strukturze dialogów „Emmy” pojawiają się fragmenty, w których autorka mówi o przedmiotowym traktowaniu ludzi. Jane Ferfax używa nawet sformułowania „ludzkie mięso”; żona pastora Augusta Elton zauważa, że bycie guwernantką to takie sprzedawanie ciała, a i po chwili dodaje, że to jest jak handel niewolnikami.

Jane Fairfax likens the commodification of British women by the ‘governess-trade’ to that of Africans by the ‘slave-trade’, hinting that the sale of ‘human intellect’ is no more tolerable than the sale of ‘human flesh’[xvii].

„Mansfield Park” to także krytyczny obraz patriarchalizmu. Czyżby zatem Austen można nazwać jedną z prababek emancypacji? Pan domu, sir Thomas Bertram, zarządza domownikami, służbą i niewolnikami w zamorskich posiadłościach. Kobiety uważa za istoty nierozumne, które winny podporządkować się decyzjom mężczyzn. Austen ustawia go w moralnej i politycznej konfrontacji wobec Fanny. Napięcie to szczególnie uwidocznia się w momencie, gdy Fanny nie godzi się poślubić Henry’ego Crawforda. Stawia tu autorka wyraźne „nie” wobec próby narzucenia woli przez wuja, tj. zmuszenia do niechcianego małżeństwa; „nie” dla pogardliwego, przedmiotowego traktowania kobiet, w końcu „nie” dla ówczesnych społecznych reguł. A należy pamiętać, że cena takiego „nie” była wówczas wysoka. W czasach Austen małżeństwo było dla dziewcząt w zasadzie jedyną dźwignią finansową i społeczną, bo jak ironizowała w liście do swojej bratanicy:

Samotne kobiety mają okropną skłonność do biedy(…)[xviii].

Toteż Austen rozumie dramat kobiet, którym nie starcza sił na tak jednoznaczne „nie”. Inaczej niż Fanny Price wybiera na ten przykład Charlotta Lucas w „Dumie i uprzedzeniu”, decydując się poślubić pana Collinsa, duchownego, szczególnie mierną figurę. Na marginesie dodajmy, że w powieściach Austen pojawiają się bowiem, a jakże, duchowni, którzy nie umknęli przenikliwemu spojrzeniu pisarki. Wielebnych pastorów maluje jako zadufane w sobie, teatralne, groteskowe postacie, oczekujące poklasku. Pożałowania godnych osobników, którzy pragną ułożyć sobie raczej doczesne życie: pan Elton („Emma”) czy wspomniany pan Collins („Duma i uprzedzenie”). Z drugiej strony pojawiają się też dobrotliwe postacie, które podchodzą z pełną odpowiedzialnością do przeznaczonego im zawodu jak Henryk Tilney („Opactwa Northanger”) czy Edmund Bertram („Mansfield Park”).

Główne bohaterki wydawała pisarka za mąż z miłości, a ich małżeństwa miały opierać się na partnerstwie i wzajemnym szacunku. Co warte podkreślenia sama Austen nigdy nie wyszła za mąż, odrzuciwszy oświadczyny człowieka, którego nie kochała, chociaż małżeństwo to poprawiłoby jej sytuację materialną i zapewniło odpowiedni status społeczny.

A dlaczego niby małżeństwo miało być dźwignią we wczesnowiktoriańskim społeczeństwie? Otóż, kobiety nie dziedziczyły tytułów. Te były przekazywane wyłącznie w linii męskiej. Miały także ograniczone prawo do majątku lub były tych praw zwyczajnie pozbawione. Śledząc losy panien Bennet („Duma i uprzedzenie”) czytamy, że ich posiadłość była obłożona tzw. majoratem. Majorat był prawem, które nakazywało przekazanie majątku wyłącznie mężczyźnie. Teoretycznie miało to zapobiec rozdrabnianiu się włości. W rezultacie po śmierci męża pani Bennet zostałaby z córkami z nędzną roczną rentą. Nic dziwnego, że jej życiowym, obsesyjnym, wręcz komicznym celem stało się dobrze wydać córki za mąż, by tym samym zabezpieczyć i swoją, i ich przyszłość. Zaledwie 500 funtów rocznie po śmierci pana Dashwooda – to już „Rozważna i romantyczna” – zostało jego drugiej żonie i córkom. Kobiety musiały opuścić piękną posiadłość pełną służby i zdać się na łaskę dalekich krewnych. Cały majątek odziedziczył bowiem syn Dashwooda z pierwszego małżeństwa. Nadmienić warto, że z bardzo niskim dochodem została też sama Jane Austen z siostrą i matką, gdy zmarł jej ojciec. Kobiety musiały przeprowadzać się do gorzej sytuowanych miejsc i posiadały „zaledwie” dwójkę służących. (O służbie piszę w dalszej części tego szkicu). Zmiany na lepsze przyszły dopiero, gdy brat pisarki, Edward, adoptowany przez bogatych krewnych, odziedziczywszy majątek, zaproponował siostrom i matce, by te zamieszkały w Chawton Cottage w hrabstwie Hampshire, niedaleko jej rodzinnych stron Steventon.

Jako że Austen ceniła sobie niezależność, racjonalny ogląd rzeczy, umiejętność zadbania o siebie, takie też są jej główne bohaterki. Były więc oczytane, racjonalne, miały niezależne spojrzenie na otaczający je świat, choćby Fanny („Mansfield Park”), Elżbieta („Duma i uprzedzenie”), Eleonora („Rozważna i romantyczna”) i – mimo swoich wad – Emma („Emma”) czy Anna („Perswazje”). A umiejętność racjonalnej analizy i rzeczowego spojrzenia oraz samodzielność intelektualna wiązały się z pojmowaniem przez pisarkę istoty edukacji kobiet. To, co wóczas nazywano dobrym wykształceniem opisała słowami Karoliny Bingley:

Kobieta musi posiadać głęboką wiedzę i biegłość w zakresie muzyki, śpiewu, rysunku, tańca oraz języków nowożytnych. Poza tym musi posiadać to coś w zachowaniu, sposobie bycia, chodzeniu i głosie, inaczej tylko połowicznie zasługuje na to miano[xix].

Oczywiście, Austen sprzeciwiała się wyraźnie takiemu klasycznemu postrzeganiu wykształcenia, nakazując panu Darcy’emu nie godzić się z powyższym wywodem. Powie on, że za wyedukowaną uznaje dżentelmen kobietę, która poszerza horyzonty, choćby poprzez lekturę[xx]. Jednak świadoma ówczesnej sytuacji panien autorka przy pomocy Elżbiety ironicznie ripostuje:

Przestaję się dziwić, że zna pan tylko sześć wykształconych dam. Dziwię się za to,że w ogóle pan jakieś zna[xxi].

A ów salonowy klasyk to śpiew, taniec, francuski, gra na pianoforte, rysunek. Opanowała to zarówno sama pisarka, jak i jej siostra. Choć należy dodać, że obie były przez wielebnego Austena zachęcane do korzystania z biblioteki i pisania. Toteż pierwsze próby podjęła Jane już wieku 11 lat. Przywiązanie pisarki do lektury widać również w „Emmie”, kiedy to nakazuje swojej bohaterce sporządzić listę lektur, które ta powinna przeczytać. Anna Elliott („Perswazje”) w rozmowie z kapitanem, opłakującym śmierć ukochanej, dyskutuje o poezji. Jednak nie widzimy Emmy, Elżbiety, Anny, Fanny, Eleonory czytających codzienną prasę, czy dyskutujących o zaistniałych wydarzeniach politycznych, gospodarczych czy społecznych. Cóż, autorka nie była rewolucjonistką. Owszem wskazywała na brak oczytania występujący wśród dziewcząt, ale zajmowanie się sprawami tego świata pozostawiała mężczyznom. Z drugiej strony jej bohaterki to, jak już wspomniałam, silne osobowości, jak na przykład Emma („Emma”), której Kamila Pagina przypisała męską osobowość. Istotnie panna Woodhouse lubiła władzę, przywileje, była niezależna, zdecydowana, pewna siebie, zatem, jak uważa feministka, miała merkuriańską, androgeniczną osobowość[xxii].

Austen, świadomie czy nie, poruszała również problem ostracyzmu wobec dziewcząt, które zostawały matkami rodząc nieślubne dzieci. Były one wykluczone, osamotnione, pozostawały na łasce rodziny lub przyjaciół. Tymczasem ojca dziecka, owego niegodnego kawalera, bogato żeniono i jegomość mógł dalej brylować na salonach. Innymi słowy, nie ponosił żadnych społecznych konsekwencji, owszem szeptano tu i ówdzie, że uwiódł dziewczynę i porzucił, ale nic z tego nie wynikało. Co więcej sam nie czuł się będąc ojcem zobowiązany tak wobec dziecka, jak i względem matki. Przypomnę tu przykład Johna Willoughby z „Emmy”.

Jest też wspomniany wcześniej trzeci plan powieści: służba. John Mullan pyta: „Do We Ever See the Lower Classes?”. Otóż tak, widzimy, bo służący byli niezastępowalni i nawet najskromniej prosperujące domy miały choć jedną służącą czy służącego. Panie Dashwood („Rozważna i romantyczna”) po śmierci nestora rodu, stać było „tylko” na dwójkę służących (kobietę i mężczyznę). Rodzina Bennetów, jako niezbyt zamożna ziemiańska familia, miała w służbie: lokaja, gospodynię, kucharkę i dwie pokojówki. Pani Smith („Perswazje”), która była biedną wdową, zmuszoną wynajmować mieszkanie w taniej części Bath, miała pomoc, którą dzieliła z innymi mieszkańcami kamiennicy. Panna Bates i jej matka („Emma”) również zatrudniały „tylko” jedną osobę.

Kim zatem byli ci ludzie pracujący w domach arystokracji, u bogatych mieszczan? Niższym stanem, gorzej urodzonymi. Karol Marks powiedziałby: klasą pracującą na usługach klasy próżniaczej. Po prostu, tymi, którzy nie odziedziczyli połaci ziemskich i majątków, tymi, którzy by się utrzymać musieli pracować za nieprzyzwoicie niskie wynagrodzenie, jak czytamy z kolei u Thomasa Piketty’ego. Byli więc ludźmi, których lepiej usytuowani pozbawiali imion. Imię pamiętano, jak możemy zauważyć, kiedy miano do czynienia z uprzywilejowanymi służącymi, na przykład zarządcami majątków, zaprzyjaźnionymi guwernantkami. Zajrzyjmy do „Emmy”, kiedy to pani Elton proponuje Jane Ferfax odbiór listów, mówiąc, że może to robić ich służący i zaznacza, że nie pamięta jak go zwą. Podążając tym tropem nie wiemy jak nazywają się służący Bennetów, Anny Elliot, czy Emmy Woodhouse, czy też ludzie pracujący w „Mansfield Park”. Wyjątkiem potwierdzającym regułę jest ciotka Norris, która była zarządczynią majątku i siostrą żony sir Thomasa. Ale biedni to również składowa lepszego samopoczucia bogatych. W końcu to do nich chodzono z dobroczynnością, zaspakajając swoją próżność, lecz, jak pisała Ayn Rand, taka pomoc ubogim nigdy niczego nie zmienia. Taka pomoc utrwala jedynie w przekonaniu bogatych, że są dobrzy, bo w końcu zanoszą od czasu do czasu chleb biednym. Taka pomoc dobrze gruntowała ich ego, zaświadczając o pozycji, świetnym wychowaniu, dając dowód cnotliwego chrześcijańskiego życia. Toteż Emma Woodhouse („Emma”) regularnie odwiedzała biednych w okolicach własnej posiadłości, nie zapominała o zubożałej pannie Beats i jej matce, a Lady Russell z Anną („Perswazje”) chodziły po okolicznych wioskach z podarunkami.

I wiele więcej

Cóż więcej? Zapytajmy jeszcze: dlaczego wszyscy jeździli do Bath? Czy wypadało chodzić pieszo? Jak się spędzało wieczory? Czym były gry towarzyskie? Jakie były reguły i etykiety? Jak należało zachowywać się na balu? Jak spędzano dzień? Wiele pytań i tyleż odpowiedzi. Czy warto sięgać do książek Austen? Jedni powiedzą, że tak, inni, że strata czasu na te romansidła. Ja zdecydowanie zachęcam do lektury. Czytania pierwszego planu, drugiego, trzeciego i dalszych warstw powieści Jane Austen, bezsprzecznie królowej literatury angielskiej. Mark Twain przewraca się teraz w grobie…

[i]26 lutego 2014 w Intelligence2 miała miejsce debata o znamieniennym tytule „JANE AUSTEN VS EMILY BRONTË”, podczas której adwokatem Austen był profesor literatury angielskiej, były członek jury przyznającej Nagrodę Bookera, John Mullan, adwokatką Brontë, pisarka Kate Mosse, autorka „Labiryntu”, powieści przełożonej na kilkadziesiąt języków. Debata ta, której wynik był dla mnie oczywisty zanim się jeszcze zaczęła, stała się inspiracją dla niniejszego tekstu i kazała mi powrócić do Jane Austen, od której, jak się miało okazać, nie specjalnie się oddaliłam. Źródło: http://www.intelligencesquared.com/events/jane-austen-vs-emily-bronte/, 2014-03-30.

[ii]Tak jak Mark Twain nie był w swej awersji do Austen wyjątkiem, tak awersja do kolegów i koleżanek po piórze wyjątkiem nigdy nie była i nie będzie. Wielu bowiem autorów nie znosi innych autorów i autorki. Pięknie ilustruje to niniejsza ikonografia i artykuł autorstwa Claire Fallon opublikowany w the Huffington Post, pt.: „You’ll Never Believe Which Famous Authors Hated Each Other’s Writing (INFOGRAPHIC). Way Harsh. Famous Authors Who Hated Each Other’s Writing”,
Źródo: http://www.huffingtonpost.com/2014/05/19/author-insults_n_5326074.html, 2014-05-20.

[iii]Emily Auerbach: „Searching for Jane Austen”, The University of Wisconsin Press, London 2004, Appendix A, s. 295.

[iv]Mark Twain: „Mark Twain Letter to Joseph Twichell”, 9/13/1898.

[v]Emily Auerbach: „Searching…”, s. 298.

[vi]Emily Auerbach: „’A Barkeeper Entering the Kingdom of Heaven’: Did Mark Twain Really Hate Jane Austen?”. Źródło: http://www.vqronline.org/essay/barkeeper-entering-kingdom-heaven-did-mark-twain-really-hate-jane-austen, Virginia Quarterly Review, 2014-05-28.

[vii]Emily Auerbach: “Searching…”, op. cit., s. 295.

[viii]Vladimir Nabokov: „Lectures on Literature”, Fredson Bowers (red.), San Diego, Harcourt, 1982.

[ix]Ellen Pifer: „Her monster, his nymphet: Nabokov and Mary Shelley” w: „Nabokov and his Fiction. New Perspectives”, Julian W. Connolly (red), Cambridge University Press, Cambridge 1999, s. 160.

[x]John Mullan: „What Matters in Jane Austen? Twenty Crucial Puzzles Solved”, Bloomsbury, London 2012.

[xi]Ibidem, s. 306.

[xii]Ibidem, s. 306.

[xiii]Ibidem, s. 318.

[xiv]Mieke Bal: „Narratology: Introduction to the Theory of Narrative”, University of Toronto Press, Canada 2009.

[xv]Stephen Usherwood: „The Black Must Be Discharged – The Abolitionists’ Debt to Lord Mansfield”, Witryna HistoryToday, Źródło: http://www.historytoday.com/stephen-usherwood/black-must-be-discharged-abolitionists-debt-lord-mansfield, 2014-05-27.

[xvi] Jane Austen: „Jane Austen’s Letters”, Deirdre Le Faye (red.), Oxford University Press, Oxford 1995, s. 14.

[xvii]Susan Fraiman: „Cool men and the second sex”, Columbia University Press, New York 2003, cytat orginalnie z esejów Edwarda Saida pt.: „Culture and Imperialism” 1993.

[xviii]Valerie Grosvenor Myer: „Niezłomne serce. Jane Austen. Biografia.”, przekład: Małgorzata Kicana, Wydawnictwo Prószyński i S-ka, Warszawa 1999 s. 75.

[xix]Jane Austen: „Duma i uprzedzenie”, przekład: Magdalena Gawlik – Małkowska, Wydawnictwo Prószyński i S-ka, Warszawa 2000, s. 36.

[xx]Ibidem.

[xxi] Ibidem.

[xxii] Emily Auerbach: „Searching…”, s. 229.

Obiad w rodzaju coś z niczego

Szybki, smaczny obiad; coś z niczego albo coś z resztek.

photo 2

Składniki:

  • noodle gryczane
  • cebula
  • papryka
  • cukinia
  • wędzone tofu
  • sos sojowy
  • pieprz
  • papryka chili
  • olej ryżowy

Gotuję makaron. Rozgrzewam olej i podsmażam pokrojoną w piórka cebulkę, w kostkę paprykę i  cukinię. Na koniec dodaję kosteczki wędzonego tofu. Wszystko doprawiam sosem sojowym, papryką chili i pieprzem. Do tego noodles i wszystko mieszam.

 

Hummus z bobu

Kolejne śniadanie, kolejny  lunch, kolejna pasta do chleba.  Tym razem hummus z bobu z dodatkiem pestek z dyni i słonecznika.

photo 1

Składniki:

  • szklanka suszonego bobu
  • 2 łyżki pestek  dyni
  • 2 łyżki pestek słonecznika
  • sok z połówki cytryny
  • łyżka pasty tahini
  • sól, pieprz
  • odrobina oliwy z oliwek

photo 3

Bób moczę przez noc. Następnego dnia gotuję ziarna do miękkości. Pestki dyni i słonecznika moczę w wodzie przez minimum godzinę. Następnie do miksera wrzucam wystudzony bób, odcedzone z wody pestki, sok z cytryny, tahini i wszystko blenduję.  Na koniec dodaję trochę oliwy, sól i pieprz, i jeszcze raz wszystko miksuję. Jeśli chcę uzyskać jednolity krem bez wyczuwalnych pestek dyni i słonecznika najlepiej zmiksować je osobno, tak, aby uzyskać dyniowo – słonecznikową mąkę, a dopiero potem dodać resztę składników. Pasta przepyszna z pomidorkiem. Palce lizać.

 

Inspiracja marokańską zupą: Harira

Oto wspaniała, szybka, pachnąca i smaczna zupa inspirowana marokańską harirą. Wariacja na jej temat wyszła doskonale – po prostu przepyszna, że tylko wcinać!

photo 1

Składniki:

  • cebula
  • kawałek selera
  • kawałek pasternaku
  • marchewka
  • szklanka ugotowanej cieciorki
  • łyżeczka papryki
  • łyżeczka kuminu
  • łyżeczka cynamonu
  • sok z połówki cytryny
  • ziele angielskie
  • listek laurowy
  • sól
  • pieprz
  • puszka pokrojonych pomidorów
  • 3 do 4 łyżek koncentratu pomidorowego
  • woda
  • oliwa
  • kilka gałązek koleandry
  • kilka gałązek pietruszki

photo 2

W garnku o grubym spodzie rozgrzewam kilka kropel oliwy i wrzucam na nią posiekaną w kostkę cebulę, po chwili dodaję pokrojoną w plasterki marchewkę i pasternak, a w kostkę seler. Wszystko chwilę duszę, dodaję paprykę, kumin, cynamon, ziele  angielskie. Następnie wlewam pomidory i wsypuję cieciorkę. Wszystko zalewam wodą tak, by cała zupa była dość gęsta, dodaję koncentrat pomidorowy, sól i pieprz. Wszystko gotuję do miękkości. Na koniec polewam sokiem z cytryny i  posypuję posiekaną koleandrą i pietruszką. (W tym konkretnym przypadku miałam do dyspozycji tylko suszoną pietruszkę).  Pychota, smacznego!

Koktajl: daktylowo – borówkowy i daktylowo – wiśniowy

Oto mistrzowskie śniadanie; dawka energii i słodyczy.


photo 2

Składniki:

  • 15 -20 świeżych daktyli
  • 200 g borówek / wiśni
  • 600 ml wody

Z daktyli wyciągam pestki, zalewam wodą i odstawiam na minimum godzinę. Wrzucam do miksera (wraz z wodą, w której się moczyły) i wszystko blenduję. Następnie dodaję albo borówki, albo wiśnie. Jeszcze wrzucam  zamrożone owoce i miksuję z daktylami za pomocą funkcji do rozkruszania lodu. Koktajl jest słodki, ale orzeźwiający i do tego daję dużo energii. Przepyszny! Dobry na śniadanie, ale i jako koktajl przed ćwiczeniami czy po prostu pyszna słodka przekąska.